Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

Artykuły o kotach

Ratuje wbrew wszystkim
artykuł z Super Experssu 11.04.2001
na temat dramatycznej walki o psy
właścicielki prywatnego schroniska
w województwie lubeskim

Pies umiera w cichości, bez krzyku. Tylko oczy błagają zmiłowania. Te oczy będę pamiętać do końca życia. Błagają, a ja jestem bezsilna.

Sarę ktoś otruł, Nuka zawisła na drzewie, Milucha spłonęła żywcem. Przez ostatnie dwa miesiące czterdzieści z ponad setki psów zdziesiątkowała zaraza. Stanisława Olszewska z Annopola (lubelskie), właścicielka prywatnego schroniska dla zwierząt jest na krawędzi załamania: - Musimy stąd odejść, a nie mamy gdzie. Muszę leczyć psy, a nie mam za co. Ta bezsilność zabija.

W Annopolu mówią o Olszewskiej: wariatka od psów.

- Na 2oo metrach kwadratowych stłoczyła setkę kundli. Głupia baba - rzuca bywalec miejscowej knajpy. - jedzenie i szczepionki kupuje z własnej renty Jakby nie miała innych wydatków - dodaje emerytowany pracownik Metalchemu.

Dwie wariatki - Kilka razy dziennie kursuje z bloków do schroniska z wiadrami zupy i plastikowymi butelkami z wodą. Mężowi by ugotowała, wariatka-dorzuca pan Marek, "fizyczny" z Anexu.

- Kilka razy dziennie kursuje z bloków do schroniska z wiadrami zupy i plastikowymi butelkami z wodą. Mężowi by ugotowała, wariatka-dorzuca pan Marek, "fizyczny" z Anexu.

Rencistka Stacha Olszewska z trzydziestoletnią córką Renią przywykły do kpin. Stacha tłumaczy sobie, że Annopol jej nie akceptuje, bo jest nietutejsza. Reni na opinii miejscowych nigdy nie zależało - próbowała dostać się na germanistykę i wyjechać z miasteczka. Nie udało się, więc - jak mówi - oddała swoje życie zwierzętom. Ludzie zeszli na dalszy plan. - Wolę być wariatką, ale człowiekiem - Stacha prowadzi do przytuliska. - A na miano człowieka zasługuje ten, kto pomaga słabszym i pokrzywdzonym.

Zagłodzone, niechciane Sześćdziesiątka kundli na widok obcego zanosi się od jazgotu. Stacha prosi: - Ciszej. Głowa boli. Jazgot milknie.
- Od małego byłam odmieńcem opowiada. - Tato mnie tak wychował. Narwałam jaśminu, przyniosłam do domu, a tato krzyczy: ,"Po co zrywasz? Zupę z tego ugotujesz? Ten krzak żyje, czuje" A o zwierzętach mówił, że są mądrzejsze od ludzi.

- Na początku była NUKA. Dwanaście lat temu Stacha -jeszcze rehabilitantka w Spółdzielni Inwalidów gniotła ciasto na makaron. Była niedziela, piękna pogoda, ludzie szli do kościoła. Przez okno zobaczyła, jak tzw. porządny obywatel kopie szczenną sukę. Wyskoczyła na dwór, chwyciła psa na ręce.- Wyglądałam jak pomylona. Cała w mące, z zakrwawionym psem pod pachą - śmieje się. Kolejna była Bieda - okulawiony szkielet. Dzieci biegały za nią, rzucały kamieniami, "Pies uciekł z obozu koncentracyjnego". Krzyczały. Stacha wzięła Biedę, Nukę ze szczeniakami i wydzierżawiła opuszczony sad na krawędzi bokowiska. Ogrodziła, postawiła kilka bud.- Ludzie się zwiedzieli i zaczęli znosić psy - Stacha rozlewa psią zupę do pudełek po margarynie. - Przywiązywali do płotu, przerzucali przez ogrodzenie w jutowych workach. Kalekie, zagłodzone, niechciane.

Onuczka z pogromu Sześć lat temu, w Wielki Piątek, Stacha straciła trzynaście psów. - Przyszłam rano, a tu budy potrzaskane, siatki powyrywane - Stacha głaszcze czarnego kundla. - Pobiegłam po śladach do lasu: psy wisiały na drzewach, kilka z roztrzaskanymi głowami leżało w płytkim dole. Po kilku dniach do przytuliska wróciła Onuczka i Kamyk. Ocalały z pogromu- Policja umorzyła śledztwo z braku świadków.

Dwa lata później odeszło dwanaście zwierząt - te z bud ustawionych wzdłuż siatki. W drgawkach konały cały dzień. Najdłużej walczyła o życie niewidoma Sara - przed laty podrzucona do schroniska z łbem rozplatanym siekierą Znajomy weterynarz stwierdził, że psy zostały otrute. Między boksami Stacha znalazła kawał mortadeli. Policji znów nie udało się znaleźć świadków. Klika lat był spokój, aż na progu nowego wieku ktoś wrzucił do przytuliska wiązkę petard.- Suka Milucha była różowa jak niemowlak. Sierść jej wypaliło - ciągnie Stacha. - bura Diana straciła oko, łaciata Bela była cala w bąblach. Wszystkie psy przez kilka dni ze strachu nie wychodziły z bud. Policja okazała się bezsilna.

Wielka zaraza W styczniu tego roku ktoś podrzucił zatrute parówki. Zdechły Kajtusia i Łatka. Małą, wesołą, burą sukę udało się odratować. Miesiąc później zmiotła ją zaraza, która pochłonęła czterdzieści innych czworonogów. Znajomy weterynarz stwierdził: nosówka nerwowa. Zakaźna, groźna- Zdrowe psy trzeba zaszczepić i dobrze karmić, chore uśpić. Olszewska sprzedała w komisie w Sandomierzu dwa złote pierścionki (jeden z bursztynem, drugi z ametystem) i czapkę z lisa. Starczyło na część szczepionek i antybiotyków. - Pies umiera w ciszy, bez krzyku - O1szewska opuszcza głowę. - Tylko oczy błagają zmiłowania, a ja jestem bezsilna. Będę je pamiętać do końca życia. Ostatnia odeszła Bieda - okulawiony szkielet, weteranka przytuliska. Zostało 25 chorych. Najgorzej z Luną i Śnieżką - są na wpół sparaliżowane, Renia musi karmić je strzykawką - Nie mam na antybiotyki, witaminy, mleko, lepsze jedzenie - Stacha od trzech miesięcy śpi po kilka godzin dziennie. Co zamknie oczy, widzi Biedę, Lutkę i pozostałe psy, które. odeszły Tęskni.

Spalimy ciebie i pieski W budżecie gminy Annopol na przytulisko jest przeznaczone 500 zł. Wszystko już poszło na szczepionki przeciw wściekliźnie.- Więcej nie mamy - zapewnia burmistrz Annopola, Czeslaw Sendrowicz. - Są pilniejsze sprawy: choćby utrzymanie Środowiskowego Domu Samopomocy, budowa dróg, wydatki na oświatę i służbę zdrowia.

Bunnistrz Sendrowicz twierdzi, że gmina próbowała rozwiązać problem bezdomnych zwierząt. W ubiegłym roku zaproponowali Olszewskiej przeniesienie przytuliska do opuszczonej chlewni w Kosinie.- Ale inicjatywa nie została przyjęta przez mieszkańców sołectwa - kwituje Sendrowicz.- Przyjechała do mnie delegacja z Kosina. Potężni mężczyźni, krzykliwe kobiety - wspomina Stacha. - Stali za płotem i grozili: jak pani do nas przyjedziesz, to my ciebie i twoje pieski żywcem spalimy! Kolejna propozycja Sendrowicza przeniesienie przytuliska na działkę w okolicy Starego Rachowa - również spotkała się z protestem. Stanisława Olszewska: - Kilka lat temu kupiłam działkę, ze dwa hektary. Na krawędzi wymarłej wsi, kilkaset metrów od najbliższych chałup. Tam byłoby najlepiej. Ale nie mam pieniędzy na transport i wyposażenie nowego przytuliska. Boję się, że z bezsilności naprawdę wpadnę w obłęd.annopol2

Będziemy żebrać Hanna Roszak i Beata Liszewska z Kazimierza Dolnego przeczytały w 1okalnej prasie o problemach schroniska stanisławy Olszewskiej. od razu pojechały do Annopola.- Obie jesteśmy psiary - mówi Hanna Roszak, dentystka. - Jak tylko zobaczymy bezdomnego czworonoga, zaraz szukamy mu domu. Człowiek powinien być odpowiedzialny za zwierzę. Pani Stasia nas zadziwiła swoją odwagą i miłością do zwierząt. Postanowiłyśmy jej pomóc. Beata Liszewska razem z mężem wynajmują pokoje gościnne. W każdym ustawili skarbonkę z prośbą o pomoc. U znajomych restauratorów załatwili odpadki, co kilka dni wożą je do przytuliska. - Teraz najważniejsze, by pani Olszewska mogła się przenieść w inne miejsce - mówi Hanna Roszak. - Potrzeba pieniędzy - na siatkę, słupki, wybiegi dla psów. Na nową działkę trzeba dociągnąć elektryczność i wodę. No i wciąż nie ma funduszy na leczenie zwierząt.- Po tym, co zobaczyłyśmy, będziemy żebrać, ale pomożemy - zapewnia Beata Liszewska. Na razie uzbierały niewiele. Ale wciąż mają nadzieję. Stacha Olszewska: - Czasem zazdroszczę Biedzie, Nuce i innym psom, które odeszły. My, którzy zostaliśmy, mamy najgorzej.
Super Express 11.04.2001

Na wsi psy przeżywają piekło

Profesor Halina Kowalska-Pytka, prezes Lubelskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt
Na wsi polskiej psy przeżywają piekło. Rozpadające się budy, krótki łańcuchy, wychudzone psy - to pospolity widok. Zwierzę, w tym pies, jest traktowane na wsiach jak przedmiot! Coś z tym problemem trzeba zrobić - uświadamiać ludziom, że to stworzenie boże! Na wsiach pełno jest bezdomnych psów, bo władze nie mają pieniędzy na sterylizację, antykoncepcję. W Annopolu jednak nie ma psów bezdomnych - bo nimi zajęła się pani Olszewska. Wyręcza gminę, do której obowiązków to należy. Wszystkie psy zaszczepiła przeciw wściekliźnie. Robi więc piękną i pożyteczną pracę. Niestety, ani władze, ani ludzie tego nie doceniają. Że wzięła na swoje barki obowiązki, którym nie jest w stanie podołać, i że poświęciła się bez reszty dla tych zwierząt? Cóż, są ludzie wrażliwi, którzy nie potrafią przejść obojętnie obok porzuconych, chorych, głodnych zwierząt. Znam dobre panią Olszewską i problem jej przytuliska. To wspaniała kobieta. Liczyła, że bardziej jej pomogą miejscowe władze. Niestety, może liczyć tylko na to co uprosi od życzliwych ludzi.
Super Express 11.04.2001


Opinie czytelników - Super Express 12.04.2001

We wczorajszym reportażu "Ratuje wbrew wszystkim" opisaliśmy dramatyczne losy pani Stanisławy O1szewskiej z Annopola, która od kilku lat prowadzi prywatne schronisko dla psów. Jej działanie nie spotyka się z aprobatą ludzi - kilkakrotnie doszło nawet do barbarzyńskich napaści na schronisko, niektóre psy zostały zamordowane. - To bulwersujące, wstrząsające - mówiliście państwo wczoraj.


Rozumiem tę panią. Mnie ludzie 2 osiedla nazywają" głupkiem od kotów" . Mam sześć kotów w domu i opiekuję się bezdomnymi, z osiedla. Wszyscy powinniśmy zająć się bezdomnymi zwierzętami. Cóż one są temu winne? Ci ludzie, którzy nie mają serca dla zwierząt, nie mają go i dla innych ludzi.


Jesteśmy narodem barbarzyńców. Osobę zajmującą się zwierzętami określa się mianem "wariatki" zaś ci, którzy bestialsko mordują zwierzęta są "normalni". W miastach często mordowane są piwniczne koty, a przecież tylko dzięki nim nie zjadły nas jeszcze szczury. Usypiać powinno się ludzi, a nie psy. Żadne zwierzę nie jest "bezpańskie" z własnej winy. Winny zawsze jest człowiek. Wiem, że piszę nieco emocjonalnie, ale widziałam już niejeden przykład skrajnego barbarzyństwa, który w naszym kraju z reguły uchodzi bezkarnie. W moim domu jest już drugi pies adoptowany ze schroniska. Pierwszy odszedł w wieku szesnastu lat trafił do mnie, gdy miał cztery lata. Do końca życia uciekał od wyciągniętej do niego ręki. Podejrzewam, że spotkał się z jakimś "wspaniałym" przedstawicielem ludzkiego gatunku, równie sympatycznym jak niektórzy mieszkańcy Annopola.


Współczuję tej pani. Nie każdego stać na to, by z takim zaangażowaniem i poświęceniem pomagać zwierzętom i nie każdy ma tak dużo serca. W tym rozumieniu nazywanie jej "wariatką" to zaszczyt. Jestem komendantką hufca ZHP w Mrągowie. Zbierzemy z naszymi harcerzami ile się da i prześlemy pani O1szewskiej


Sama zbieram na osiedlu bezdomne, porzucone koty i wciskam je pod opiekę znajomym. Jestem zbulwersowana postępowaniem ludzi z Annopola. Sprawą pani Olszewskiej powinien zająć się samorząd. Wójt mógłby zafundować też tej kobiecie weterynarza, skoro nie chce dać pieniędzy, niech pomoże choć w ten sposób.

Nowatorski projekt rozwiązania problemu
bezdomnych zwierząt na warszawskim Ursynowie


Mieszkańcy Usynowawa zainteresowani adopcją psa będę musieli najpierw wypełnić kwestionariusz. Później zgodzić się na wizytę urzędników w domu. Wreszcie dokładnie zapoznać się z zasadami pielęgnacji i odżywiania psa. Dopiero wtedy dostaną zwierzaka i pieniądze na jego utrzymanie.

Ursynowscy urzędnicy postawili kandydatom na opiekun6w bezpańskich zwierząt wysoką poprzeczkę. - W pierwszej kolejności będziemy oddawać zwierzęta osobom starszym, emerytom i rencistom. których nie stać na utrzymanie psa mówi pomysłodawca nowatorskiego programu, pełnomocnik zarządu Ursynowa ds. bezpieczeństwa Andrzej Beuth. - Oddanie psa opiekunom nie oznacza, że nie interesuje już nas los zwierzaka. Będziemy co miesiąc sprawdzać, jak sprawowana jest opieka i w zależności od tego decydować, czy przedłużymy umowę z właścicielem, i czy wypłacimy mu wynagrodzenie. Gmina będzie wypłacała na psa od 150 do 250 zł brutto miesięcznie. jeżeli właściciel zrezygnuje z pieniędzy, dostanie bony żywnościowe, które będzie mógł realizować w wybranym przez gminę sklepie. Nie wiadomo jeszcze, które sklepy zostaną upoważnione do wydawania karmy. - Skierujemy oferty do kilku ursynowskich hurtowni, a potem wybierzemy najlepsze - mówi Andrzej Beuth. Adopcja rozpocznie się najprawdopodobniej w drugiej połowie kwietnia. Na początek zainteresowani będą musieli wypełnić ankietę, w której odpowiedzą na wiele pytań, m.in. jak często podróżują, czy kiedykolwiek opiekowali się zwierzętami, a nawet czy potrafią być wyrozumiali dla psa i czy będą traktować go jak członka rodziny Nowi właściciele czworonoga muszą też pogodzić się z tym, że urzędnicy będą odwiedzać ich mieszkania i sprawdzać, w jakich warunkach żyje pies. Nie będzie też wcale łatwo otrzymać zwierzaka. Złożenie ankiety nie oznacza jeszcze, że gmina odda psa. Decyzję w tej sprawie za każdym razem podejmie gminna komisja, która dokładnie rozpatrzy wszystkie oferty złożone przez potencjalnych opiekunów.

Na razie na Ursvnowie na adopcję czeka osiem psów. Zwierzęta przebywają w minischronisku. Stąd wkr6tce pojadą do przytulisk. które gmina utworzy na terenie prywatnych posesji znajdujących się na Ursynowie lub w odległości maksymalnie 30 km od granic gminy. Będzie w nich przebywało najwyżej10 zwierzaków. Na razie powstaną najprawdopodobniej tylko dwa takie minischroniska. W jednym z nich znajdą się mniejsze psy [do 21 kg], w drugim większe. Gdzie będą przytuliska, gmina zadecyduje niebawem. Urzędnicy wybiorą spośród sześciu ofert, jakie trafiły do gminy. Przytuliska będą znajdowały się na terenach wiejskich lub osiedlach domów jednorodzinnych. Warunkiem ich utworzenia jest posiadanie sadu lub dużego placu. Nie ma żadnych wymogów dotyczących sąsiedztwa. - Gmina nie będzie ingerować w ewentualne nieporozumienia z sąsiadami przytuliska - podkreśla Andrzej Beuth. Realizacja programu opieki nad bezdomnymi zwierzętami nie ogranicza się tylko do adopcji psów. Urzędnicy obejmą opieką także koty. Będą je sterylizować, szczepić, a następnie wypuszczać na wolność. Pomyśleli też o tym, aby udzielać pomocy rannym zwierzętom. Wszyscy policjanci, strażacy i strażnicy miejscy na Ursynowie będą mieć numer telefonu do lecznicy, która podpisze umowę z gminą, i w razie potrzeby będzie miała obowiązek interweniować. Jak szacują ursynowscy włodarze, wdrożenie programu to koszt ok.190 tys. zł. Pieniądze w większości będą pochodziły z podatków od posiadania psów, płaconych przez mieszkańców Ursynowa. W związku z realizacją programu, gmina nie planuje zatrudniania nowych pracowników. Wszystkie obowiązki spoczną na urzędnikach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w gminie i wolontariuszach. Współpracujemy już z kilkoma osobami, które chcą nam pomagać w opiece nad zwierzętami - mówi Andrzej Beuth. Osoby zainteresowane adopcją psa uzyskają informacje w Urzędzie Gminy Ursynów, u1. Lokajskiego 3A

Życie Warszawy 26.03.2001

 

Mamy tu pięknego, podpalanego kundelka. Wygra ten, kto weźmie mniej! - najprawdopodobniej w taki sposób władze Ursynowa będą zachęcały mieszkańców do adopcji bezdomnych psów.

Władze Ursynowa opracowały kolejny program opieki nad bezdomnymi zwierzętami.

Będą ogłaszać przetargi na przygarnięcie czworonogów. Opiekę nad zwierzęciem będzie sprawować osoba, która zadeklaruje... najniższa stawkę za utrzymanie psa. Te pieniądze będzie wypłacać opiekunowi gmina Ursynów.

0d kilku miesięcy władze Ursynowa przedstawiają kolejne programy walki z bezdomnością zwierząt. Pomysł "antyprzetargu" jest już trzeci. Początkowo burmistrz gminy ogłosił, że każda ursynowska rodzina, która zgodzi się na adopcje bezdomnego psa, będzie otrzymywała co miesiąc 400-500 zł od gminy. Dodatkowo władze Ursynowa zobowiązały się opłacać opiekę weterynaryjną. Ta suma wzbudziła wiele kontrowersji - 500 złotych wystarczyłoby na wykarmienie siedmioroga, ośmiorga ubogich dzieci w miesiącu. Można by też kupić podręczniki - mówiła dyrektorka jednej z ursynowskich szkół. Zarząd gminy postanowił obniżyć stawkę do 250 zł miesięcznie (brutto). System adopcji psów miał ruszyć już w styczniu roku. Ale nie ruszył, bo pojawił się kolejny pomysł pod hasłem kto weźmie mniej".
Superexpress 18.01.2001 r.



Władże Ursynowa o postanowiły obniżyć stawki za adopcję psów. Właściciele czworonogów nie dostaną więcej niż 250 zł brutto miesięcznie. Nowatorski pomysł płatnej adopcji spotkał się z ostrą krytyką, głównie z powodu stosunkowo wysokich stawek.

Jak wstępnie planowano, miało to być 200-500 zł brutto miesięcznie na każdego psa. Dokładna kwota miała być uzależniona od wagi zwierzaka.
Sceptycy argumentowali, że to niemoralne, aby oplata za opiekę nad psem przewyższała zasiłki społeczne i zbliżona była do kwot rent i emerytur. Zawrzało także w samej gminie, radni SLD oficjalnie zaprotestowali przeciwko programowi.
W tej sytuacji ursynowscy włodarze postanowili obniżyć sporne stawki. Na ostatnim posiedzeniu zarządu postanowili, że maksymalna kwota będzie wynosiła 250 zł brutto miesięcznie (172 zł netto), najniższa 150 zł brutto (niewiele ponad 100 zł netto).
Wzięliśmy pod uwagę argumentację przeciwników i obniżyliśmy stawki - mówi Andrzej Beuth, pełnomocnik zarządu ds bezpieczeństwa. - Nie zmieniła się natomiast sama idea programu.
Program zakłada, że wszystkie bezdomne psy na Ursymowie będą odławiane, przewożone do lokalnych przytulisk, tam sterylizowane i szczepione, a następnie przekazywane nowym właścicielom. Każdy zainteresowany adopcją mieszkaniec gminy dostanie pieniądze na utrzymanie zwierzaka. Bezpłatna będzie także kontrola weterynaryjna. Pierwszeństwo przy adopcji maja mieć ludzie samotni, emeryci i renciści, których normalnie nie stać na utrzymanie zwierzaka.
Program opieki nad bezdomny mi zwierzętami obejmuje także koty. Zwierzaki mają być odławiane szczepione i sterylizowane, a następnie wypuszczane na wolność.
Ostateczną decyzję w sprawie nowatorskiego programu podejmą ursynowscy radni. Głosowanie uchwały odbędzie się najprawdopodobniej na najbliższej, styczniowej sesji.
Życie Warszawy, 12.01.2001 r.


Każdy pies znajdzie swego właściciela, każde bezdomne zwierzę będzie badane przez weterynarza a takie są założenia programu opieki nad zwierzętami, który proponują ursynowscy włodarze. Kontrowersje budzą jedynie koszty realizacji tego pomysłu.

Rodzeństwo Bermudesowie zakładają się, że Rossi zaliczy Sebastiana a Junaito Lucię.

Całe przedsięwzięcie ma kosztować gminę około 200 tys. zł. Pieniądze będą potrzebne na opłacenie firmy, która wyłapie bezdomne zwierzęta, a także na opiekę lekarska, stworzenie i utrzymanie przytulisk. Przede wszystkim jednak na pokrycie kosztów utrzymania zwierzaków, które przyjmą pod swój dach mieszkańcy Ursynowa. Na adopcję psa może zdecydować się każdy. Dostanie za to 400-500 zł (suma brutto, po odliczeniu podatków będzie to kwota ok. 250-300 zł). Gmina zagwarantuje też bezpłatną opiekę lekarską dla psa. Właściciel, który zdecyduje się na adopcją, co miesiąc będzie musiał odnawiać umową z gminą, po to, by urzędnicy mogli skontrolować, jak opiekuje się zwierzakiem. - Nie oddamy psa każdemu - uspokaja Andrzej Beuth, członek zarządu do spraw bezpieczeństwa na Ursynowie. Na pewno nie zgodzimy się na adopcję psa przez rodziną patologiczną. Warunkiem przedłużania miesięcznych umów będzie m.in. przedstawienie dowodów kontroli lekarskiej. Zanim zwierzak zostanie zaadoptowany trafi do przytuliska. Tutaj będzie przebywać minimum przez dwa tygodnie. W tym czasie przejdzie kontrolę lekarska, szczepienia i sterylizację. Przytuliska powstaną na terenie prywatnych posesji, w każdym z nich będzie przebywać maksymalnie 10 psów. Gospodarz, który zgodzi się prowadzić przytulisko, musi mieć duży ogród i zgodę sąsiadów na prowadzenie takiej działalności. Koszt tego odważnego programu szacowany jest wstępnie na ok. 200 tys. zł. Ursynowscy Włodarze zakładają, że będzie to samofinansująca się inicjatywa. Dochód gminy z podatków od posiadania psa wynosi obecnie ponad 100 tys., przy czym opłaty nie uiszcza prawie połowa posiadaczy czworonogów. Aby wyegzekwować tą należność, zostanie przeprowadzony spis właścicieli Według wstępnych szacunków dzięki temu przybędzie dodatkowe 100 tys. zł. Dla porównania na ochronę zdrowia potrzeba ok 3 mln zł, a na opieką społeczna powyżej 10 mln. 0 kwocie, którą gmina będzie gotowa przeznaczyć na ten cel zadecydują radni na najbliższej sesji. - Wyżywienie i opieka weterynaryjna w systemie adopcyjnym kosztowałyby gminą mniej niż utrzymanie psa w schronisku i nie wymagałyby inwestycji związanych z jego budową - tłumaczy burmistrz Stanisąaw Falinski. Gmina planowała budową schroniska. ale okazało się, że wskazana przez nią lokalizacja znajduje się za blisko zabudowań (jest mniejsza niż ustawowe 300 m). Zanim udałoby się znaleźć nowe miejsce, zwierzęta nie miałyby zapewnionej odpowiedniej opieki, a na Ursynowie już wielokrotnie zdarzały się sytuacje pogryzień. Bardzo często psy, które pilnują placów budowy, po zakończeniu inwestycji są porzucane i zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców. System adopcyjny jest więc sposobem na rozwiązanie tego problemu. Wszyscy zainteresowani adopcją proszeni są o kontakt z Andrzejem Beuthem pod numerem tel. 6495657.

Nowatorskie rozwiązania zawsze budzą wątp1iwości. Tak jest i teraz. Tym bardziej że w grą wchodzą spore sumy. Ale zanim zacznie się protestować, warto zadać sobie pytanie, jaka jest alternatywa. Bezdomne zwierzęta czeka albo śmierć z głodu, albo przepełnione schronisko. Proponowany przez gminą system adopcyjny to przede wszystkim ludzka metoda rozwiązania problemu bezdomnych zwierząt, a przy okazji sposób na poprawą bezpieczeństwa. EDYTA ŻYŁA

Życie Warszawy 20.11.2000

Są powody do szczekania


Jeżeli chcesz mieć prawdziwego przyjaciela w Waszyngtonie, zafunduj sobie psa - powiedział Harry Truman. Fido, Fala, Yuki, Rex czy Millie osłodziły prezydentom niejedną ciężką chwilę w białym Domu. Niektóre z nich odegrały jeszcze większą rolę pomogły swoim panom zdobyć prezydencki fotel.

Podporządkować się? Z moją inteligencją i gracją? W życiu! Nie jestem przecież jakimś tam psem! - uważa każdy szanujący się kot.- Są powody do mruczenia - myśli ten król życia niedbale rozwalony na kanapie i najedzony po uszy markową karmą. Układ jest z góry jasny: kot dominuje. a właściciel jest tym zachwycony. Ta pełna masochistycznej słodyczy zależność dotyczy połowy ludzkości, tej lepszej - kobiet. Druga połowa, ta gorsza - mężczyźni, broni honoru psów. - Pochlebca lizus! - mówią na psa kociarze.

Mordercy ptaków! - odkrzyknęli nerwowo psiarze. Pierwsi dowodzą, że pies jest wasalem człowieka i hodują go tacy -tyrani jak Hitler, a koty kochają wrażliwi artyści, np. Baudlaire, którego były twórczym natchnieniem. Wtedy ci drudzy wyciągają asa z rękawa: - A w Ameryce pies swojemu panu pomaga wygrać wybory! Amerykańskie psy mają powody do dumnego szczekania. - Człowiek, który nie lubi psów, nie może zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych - stwierdził prezydent Calvin Coolidge, gdy jego wyżeł, z którym ostentacyjne afiszował się podczas kampanii, podbił serca wyborców. W Białym Domu pies towarzyszył mu podczas pracy w Gabinecie Owalnym, wylegując się na specjalnie zamówionym wygodnym fotelu.

Szkoda, że Coolidge nie zadbał o odpowiedni wpis do amerykańskiej konstytucji. Może wtedy zamiast topić czas i ciężkie pieniądze w kampanii wyborczej urządzano by konkurs psich elektów. Wygrałby ten kandydat, którego pies lepiej aportuje patyki, szybciej goni koty, ładniej bawi się z dziećmi. I dobrze wypada w telewizji na tle Białego Domu.

First dogs

Każdy, ale to każdy amerykański prezydent miał psa. Nawet kociarze Catter, Ford i Reagan zamieszkali w Białym Domu z psami. Dwaj pierwsi sprytnie obdarowali nimi swoje córki, a Reagan sprezentował Nancy szczeniaka Lucy.

- Co z niej wyrośnie? - pytali dziennikarze. - Obawiam się, że będzie duża powiedziała proroczo Nancy. - Zawsze czekaliśmy kiedy się pojawią. Ta radosna olbrzymka dosłownie wywlekała ją z domu - wspomina fotoreporter. Lucy odesłano na ranczo w Montanie, a jej miejsce zajął dystyngowany spaniel Rex. Jedynym prezydentem, który wprowadził się do Białego Domu z kotem, Socksem, był Clinton- Lecz w apogeum afery z Levinsky zaraz u jego boku pojawił się psi zmiękczacz serc, czekoladowy labrador Buddy (Kumpel). - To jedyny kumpel, który na pewno nie złoży zeznań - pisał "Newsweek".

Na punkcie First Dog media wariują. Ale zanim zostanie "pierwszym psem Ameryki" musi ze swoim panem wygrać wybory. Spotykają się więc z dziennikarzami już podczas kampanii, używane do zdobycia sympatii wyborców. Jej żelaznym punktem jest sesja zdjęciowa kandydata z wiernym czworonogiem. Często pies wręcz przesądza o wyniku wyborów. Prawdopodobnie o reelekcji Roosevelta zadecydował jego pies Fala. Republikanie oskarżyli prezydenta, że zostawił Falę na Aleutach, a potem wysłał po niego niszczyciel. Koszt akcji - 2o mln dolarów.

Fala jest szkockim terierem. Jak się dowiedział o tych pomówieniach, jego dusza Szkota aż się obruszyła na takie marnotrawstwo - powiedział przed kamerami Roosevelt. Rozbawiona Ameryka ponownie na niego zagłosowała. Fala poznal swoją wartość. Wyrzucony przez agenta z prezydenckiej limuzyny, obraził się i uciekł. Ochroniarze znaleźli go siedzącego pod waszyngtońskim kinem "Kapitol". Byl tak wkurzony, że nie chciał wracać do Białego Domu. Fala był na pogrzebie prezydenta, a gdy i jego dusza uleciała w zaświaty, pochowano go obok. Jest też uwieczniony na pomniku Roosevelta.

Łaciaty wnuk

Łaciaty wnuk "Dzięki psom prezydenci są mniej samotni. Dają im miłość, radość i poczucie bezpieczeństwa, o które tak trudno na szczytach władzy"- mówi dokumentalny film "First Dogs". W zamian psy są kochane i traktowane jak członkowie rodziny. Lincoln miał zwykłego kundla Fido. Tysiące Amerykanów składających hołd zamordowanemu prezydentowi, widziały Fido czuwającego przy jego trumnie. Dzieci Kennedv'ego chowały się wśród sfory psów. Wśród nich była Puszkinka, córka Łajki, którą Karolina dostała w prezencie od Chruszczowa. On i Ona, dwa beagle Johnsona, siedziały obok niego na ważnych naradach, a gdy prezydent wracał z podróży, wypatrywał ich- już z okna śmigłowca. Po ich śmierci przygarnął znalezionego na szosie Yuki.

- Wskakiwał mu na kolana i zaczynał wyć z radości, a wtedy on się do niego przyłączał. To nie do wiary, ten kundelek i przywódca największego światowego mocarstwa razem sobie zawodzili w najlepsze! - w wspomina w "First Dogs" sekretarz prezydenta.

- Najsłynniejsza była Millie, cockerka Bush'ów, której urokowi uległ nawet Jelcyn. Gdy miała ciężki poród, biały Dom był pełen zdenerwowanych weterynarzy. Potomków pokazano dziennikarzom, Bush wziął jednego na ręce i łamiącym się głosem powiedział: - Czuję się tak, jak bym trzymał wnuka. Potem położył się wśród szczeniaków na trawniku. Uwielbiał je - mówi Barbara Bush.

Po przegranej z Kennedym w 1960 roku Nixon z godnością przyjął, porażkę. Jedynie współpracownikom powiedział: pomyśleć tylko, że brakowało kilku tysięcy i to oni byliby ciapciakami, a my bohaterami.

- Podobnie musieli myśleć Gore i Bush. Można mieć nadzieję, że ktokolwiek przegra, postąpi jak Nixon - komentuje wybory "Times".

- Akurat! Walczy się do ostatniej spornej dziurki na karcie wyborczej z Florydy. A przecież Bush Jr. wygrałby w cuglach, gdy w kampanii nie zapomniał o swoim spanielu Spocie. Łaciatym synu Millie.
"Kulisy" 30.11.2000

-------------------------------

- To jeden z najgłupszych pomysłów gminy Ursynów. Mogę się założyć, że wielu cwaniaków stanie w kolejce przed urzędem. Obmyślają, jak wziąć psa, albo najlepiej dwa. Bedą mieli 1 tyś. zł za nic. A pies niewolnik będzie praował na swojego pana - oburza się Mariann Izdebska, jedna z mieszkanek Ursynowa.
Po wczorajszej publikacji "Pikuś żywiciel" do redakcji zadzwonili mieszkańcy Ursynowa.
500 na miesiąc
- Pomagajmy bezdomnym zwierzętom. Dajmy im bezpłatną opiekę medyczną czy 50 zł miesięcznie na karmę. A]e nie 500 zł - mówi Zenon Subasik, mieszkaniec Ursynowa.
Przypomnijmy: władze Ursynowa chcą każdej rodzinie, która przygarnie bezdomnego psa, płacić 400-500 złotych miesięcznie na utrzymanie czworonoga. Zapytaliśmy w różnych placówkach na terenie Ursynowa, co można by zrobić z pieniędzmi przeznaczonymi na "psie adopcje".
- Obiad w naszej szkole kosztuje 3 zł. 500 zł starczyłoby na wykarmienie siedmioroga, ośmiorga ubogich dzieci w miesiącu. Można by też kupić podręczniki - mówi dyrektorka jednej z ursynowskich szkól podstawowych. Prosiła o niepodawanie nazwiska:- Jesteśmy od gminy zależni. Ale w tej sytuacji zastanowimy się nad adopcją psa - zażartowała.
- Za tą sumę zatrudnilibyśmy pielęgniarkę na pół etatu - mówi dyrektor innej ursynowskiej szkoły podstawowej.
Opał na całą zimę.
(...) Pomysł nie spodobał się również ursynowskim radnym.- Nie powinniśmy być obojętni na bezdomność, ale wydaje mi się, że najpierw należałoby się zająć bezdomnym człowiekiem - mówi Jerzy Alsin, radny SLD z Umynowa.
Superexpress podliczył, że na miesięczne utrzymanie psa (jedzenie, zabawki, obroże, środki czystości) wystarczy 170zł.
IZASELLA JABŁONSKA Superexpress 18-19.11.2000



- Zrobimy wszystko, żeby każdy bezdomny pies znalazł swojego właściciela - mówi podczas wczorajszej konferencji prasowej poświęconej opiece nad zwierzętami burmistrz Stanisław Fallński. Gmina planuje wprowadzenie systemu adopcyjnego dla psów.

Opiekunem bezdomnego psa może zostać w zasadzie każdy. - jednak nie oddamy go rodzinie patologicznej - zastrzega Andrzej Beuth, członek zarządu do spraw bezpieczeństwa. Każdy, kto się psem zaopiekuje, dostanie z gminy 400-500 zł na jego utrzymanie. Będzie też zwolniony z podatku od posiadania psa, a czworonóg będzie miał zagwarantowaną opiekę weterynaryjną.
- Stawiamy głównie na emerytów i rencistów, których nie stać na utrzymanie psa, ale kochają zwierzęta i mogą zapewnić im dobrą opiekę - mówi Stanisław Faliński, burmistrz Ursynowa. Zanim zwierzak trafi do nowego właściela będzie przebywał w tzw. przytulisku, utworzonym na terenie prywatnych posesji. W tej sprawie do gminy trafiły już trzy propozycje. W przytulisku pies spędzi 14 dni, dopiero potem zostanie oddany nowym opiekunom. W tym czasie będzie dokładnie przebadany, wvsterylizowany zaszczepiony i oznakowany. Nieco inaczej będzie przebiegała r opieka nad kotami, które po szczepieniach i sterylizacji, będą wypuszczane na wolność. System adopcyjny psów będzie z kosztował mniej, niż utrzymanie w schronisku. W przyszłorocznym budżecie gmina zabezpieczy na ten cel ok. 200 tys. zł. Suma ta ma stanowić równowartość kwoty uzyskanej z podatków od posiadania psów. Z gminnych statystyk wynika, że na Ursynowie mieszka ponad 7 tys. właścicieli czworonogów. Prawie połowa z nich nie uiszcza uiszcza opłat. Dlatego, aby zindentyfikować wszystkich właścicieli psów, gmina przeprowadzi szczegółowy spis.
Ursynowski program ochrony nad zwierzętami to w Polsce mowość. Jak podkreślają miejscowi włodarze, spełnia on wszystkie standardy Unii Europejskiej. Życie Warszawy 17.11.2000


Każda ursynowska rodzina, która zgodzi się na adopcję psa, będzie otrzyma z gminy 400-500 zł miesięcznie zasiłku na jego utrzymanie. To tyle, co najwyższy zasiłek dla bezrobotnych. Gmina opłaci także opiekę weterynaryjną zwierzęcia.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom należy do zadań gminy. Nie stać nas na wybudowanie własnego schroniska dla zwierząt, dlatego chcemy stworzyć system adopcji czworonogów - tłumaczy Stanisław Faliński, burmistrz Ursynowa.

Bezdomne i zagubione zwierzęta będą wyłapywane na terenie Ursynowa i odwożone do tzw. przytulisk. W przytulisku znajdować się będzie maksymalnie 10 psów. Zwierzęta przebywać tam będą około 14 dni. W tym czasie zostaną przebadane, zaszczepione, wysterylizowane i oznakowane tatuażem na uchu wymienia burmistrz.

Umowa-zlecenie na psa Każda osoba, która zechce adoptować czworonoga, będzie musiała zgłosić się do Andrzeja Beutha, pełnomocnika zarządu ds. bezpieczeństwa w urzędzie gminy. - Będzie to normalna umowa-zlecenie na świadczenie usługi. Osoba, która na piśmie zgodzi się na adopcję, dostanie 400-500 zł brutto miesięcznie na utrzymanie psa. Pies będzie miał zapewnioną opiekę weterynaryjną opłacaną z budżetu gminnego - wyjaśnia Andrzej Beuth. - Wyliczyliśmy, że wyżywienie i opieka weterynaryjna w systemie adopcyjnym będzie kosztować gminę mniej niż utrzymanie psa w schronisku.

Skąd pieniądze ? Zdaniem gminy podatki od właścicieli psów w większości pokryją koszty programu. - Szacujemy, że system kosztować będzie około 190 tys. zł rocznie - mówi Stanislaw Faliński. - Co trzeci mieszkaniec Ursynowa ma psa, ale tylko polowa z nich w tej chwili płaci do gminy podatki. Dlatego planujemy przeprowadzenie spisu właścicieli psów. Pozwoli nam to wyegzekwować od nich należny podatek. Szacujemy, że uzyskamy w ten sposób ponad 200 tys. zł rocznie - przekonuje burmistrz. Obliczyliśmy, że za te pieniądze gmina utrzyma 30-40 psów rocznie.

Pikuś - żywiciel rodziny? Dla niektórych osób adopcja psa może okazać się bardzo intratnym biznesem. Najwyższa stawka zasiłku dla bezrobotnych wynosi 500 zł brutto. - Będziemy przeprowadzać kontrole warunków, w jakich żyją adoptowane psy. Poza tym raz w miesiącu opiekun będzie musiał składać oświadczenie o sposobie realizacji umowy. Będzie to podstawą do wypłacenia pieniędzy - zapewnia Andrzej Beuth. System adopcji psów ma ruszyć od stycznia przyszłego roku. IZABELLA Jabłońska Życie Warszawy 17.11.2000

 

Stołeczne gminy rozwiązują problem bezdomnych zwierząt standardowo - czworonogi trafiają do schronisk albo małych przytulisk. Czy nowatorski pomysł płatnej adopcji, zaproponowany przez włodarzy na Ursynowie, ma szansę na realizację?

Zgodnie z założeniami programu, każdy bezdomny pies schwytany na Ursynowie znajdzie swojego właściciela. Opiekunem w zasadzie może zostać każdy chociaż pierwszeństwo będą mieli samotni emeryci i renciści. Koszty utrzymania zwierzaka pokryje gmina. Kwota dofinansowania uzależniona będzie od wagi zwierzęcia. Za dużego psa (21 kg) gmina zapłaci opiekunowi ok. 345 zł do ręki miesięcznie (11.50 zł dziennie), średniego ok. 276 zł (9.21 zł dziennie), a małego ok. 207 zł (dziennie 6.91 zł). Na kilku prywatnych posesjach powstaną przytuliska, do których trafią odłowione zwierzaki. Tutaj będą poddawane sterylizacji, szczepieniom i kontroli lekarskiej. Pomysł ursynowskich włodarzy wywołał dużo emocji. Pracownicy schronisk Na Paluchu, w Józefowie i Celestynowie przez ostatnie kilka dni odebrali setki telefonów od osób zainteresowanych płatną adopcją. Zdarzało się, że niektórzy przyjeżdżali po psa z innych miast. Na miejscu jednak dowiadywali się, że psa znalezionego na Ursynowie dostaną tylko mieszkańcy tej gminy i nie nastąpi to wcześniej, niż na początku przyszłego roku. A jak problem bezdomnych zwierząt rozwiązują władze innych warszawskich gmin?

- Zawarliśmy umowę z firmą, która odławia zwierzęta i odwozi je do schroniska Na Paluchu - mówi Wojciech Bohdanowicz, rzecznik Bemowa.- Mamy także porozumienie z opiekunką bezdomnych kotów, której przekazujemy pieniądze na żywność i środki antykoncepcyjne.

Podobna sytuacja ma miejsce w gminie Contrum. Dofinansowujemy schroniska Na Paluchu, w Celestynowie i Józefowie - mówi Grzegorz Wolff z biura prasowego gminy. W ubiegłym roku gmina Centrum przekazała schroniskom 140 tys. zł. Nieco inaczej wygląda to w Wawrze, gdzie funkcjonuje małe lokalne przytulisko. Natomiast gmina Włochy inwestuje w schronisko Na Paluchu.

- Remontujemy pomieszczenia, kupujemy dmuchawy ciepłego powietrza - wylicza Ryszard Hoffman, rzecznik gminy. Także Ursus dofinansowuje Palucha, ale działające tutaj organizacje pośredniczą w adopcji zwierząt, tyle że bezpłatnej. W budżecie Wilanowa w ogóle nie ma oddzielnych funduszy na ochronę zwierząt. Z inicjatywy radnej Krystyny Królówny w budynku urzędu gminy zawisła puszka, do której wrzucają pieniądze dobroczyńcy - Uzyskane tą drogą pieniądze trafiają do schronisk albo osób, które opiekują się zwierzętami we własnym zakresie - mówi radna.

Taki oto domek mieszkańcy wieżowca sprawili błąkającemu się po osiedlu bezdomnemu psu Łatkowi. Znoszą mu przysmaki, otaczają wielką miłością. Buda stanęła na podwórku, a to początkowo nie spodobało się administracji osiedla Wawrzyszew. Jej pracownicy rozebrali ją trzy tygodnie temu. Po interwencji ŻW Łatek odzyskał swój dom, AJ
Życie Warszawy, 23.11.2000

Czytające te niejasne artykuły prasowe trudno zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Sama nie rozumiałam tego projektu w pierwszej chwili i obawiałam się, że wszystko spełznie na niczym gdy po psy zgłoszą się ludzie, chcący zarobić przy tej okazji dla siebie. W rzeczywistości chodzi o płatne domy opiekuńcze dla zwierząt. Oto wyjaśnienie sprawy Stowarzyszenia Obrońsców Zwierząt "ARKA"

Cześc projektu Gminy Ursynow widziany oczami Stowarzyszenia Obrońców Zwierzat "ARKA"
Z danych wynika, ze rocznie gmina ursynow bedzie miala ok. 140 bezdomnych psow (optymistycznie) w ciagu roku. Projekt zaklada ze, wszystkie zwierzeta trafiaja do PUNKTU ZGLOSZENIA-ZNALEZIONE/ZGUBIONE/ADOPCJE. Punkt ten znajduje sie przyklinice weterynaryjnej gdzie zwierzetom udzielana jest pomoc(ranne) i badane pod wzgledem zdrowotym. Czekaja na swoich opiekunow-moze poprostu zagubily sie. Do PUNKTU ZGLOSZEN moga trafiac rowniez zwierzeta oddawane przez swoich opiekunow ( wypadki losowe, uczulenia na zwierzeta, niechciane zwierzeta i.t.p Zwierzeta znalezione, odebrane z interwencji czekaja dwa tydonie w takim punkcie na swojego opiekuna. Zwierzeta oddane przechodza do DOMOW OPLACANYCH.
KAZDE ZWIERZE TRAFIAJACE DO DOMU OPLACANEGO MUSI MIEC SZANSE BYCIA ADOPTOWANYM, czyli posiadac swojego opiekuna do konca jego zycia, ktory SAM pokrywa wszystkie koszty leczenia, utrzymania zwierzecia.
Mozna latwo sobie wyobrazic, ze zwierzeta starsze, malo atrakcyjne czy tez kalekie moga do konca zycia przebywac w DOMU OPLACANYM(rotacyjnym) bo je nikt nie bedzie chcial adoptowac.
Z tego co wiemy Gmina Ursynow zaklada, ze bedzie oplacala ok.30-40 psow stale przez caly rok. W praktyce bedzie wygladalo to tak, ze n.p Pan Kowalski zostanie zakwalifikowany( po przeprowadzanej rozmowie kwalifikacyjnej) do grupy osob opiekujacej sie DWOMA PSAMI. Co nie znaczy, ze bedzie mial stale te same dwa psy. Jako pierwszego dostaje Reksia i suke Ziute. PO 2 tygodnia dla Reksia zostaje znaleziony jedo nowy staly opiekun i Reksio idzie do nowego swojego domu a na miejsce Reksia Pan Kowalski otrzymuje Pikusia. Za piec dni zostaje znaleziony dom dla Pikusia i psiak idzie do nowego swojego domu. A na jego miejsce przychodzi Rudy. Ziuta jest starsza 10 letnia suka prawdopodobnie bedzie dlugo czekala u Kowalskiego na swoj nowy domu, najbardziej prawdopodobne jest to, ze zostanie u Kowalskiego do konca swojego zycia.
W sumie projekt ten wyglada jak mini schronisko w ktorym boksy dla psiakow sa w roznych domach. Zwierzeta te sa z czlowiekiem, maja szanse na szybkie odstresowienie, nabranie zaufania do czlowieka a przede wszystkim ZDECYDOWANIE SKUTECZNIEJ mozna dobrze dobrac psa do oczekiwan nowego opiekuna czy tez okreslic czego nowy opiekun moze sie po danym psie spodziewac. To wszystko pracujac bezposrednio ze zwierzakiem powie OPLACANY OPIEKUN. Wszystkie te zwierzeta bedac w OPLACANYM DOMU jesli zachoruja maja bezplatna opieke weterynaryjna. Wszystkie suki po odbyciu pobytu w PUNKCIE ZGLOSZEN sa sterylizowane. OPLACANY OPIEKUN ma obowiazek raz w miesiacu zgloscic sie do PUNKTU ZGLOSZEN na przeglad z psem aby wet. stwierdzil czy opiekun platny prawidlowo opiekuje sie nim. Opiekun otrzymuje maximum netto ok.242 zl(brutto500) na m.inn wyzywienie psa, kwota zalezy od wielkosci psa-wyroznia sie trzy wielkosci psow.
Poniewaz Gmina Ursunow wspolpracuje z organizacjami pro-zwierzecymi to organizacje wyrazily chec pomocy w realizacji tego programu. Kazdej z organizacji pro-zwierzecych zalezy na tym aby jak najwiecej bezdomnych zwierzat bylo otoczonych opieka. Warszawskie schronisko jest przepelnione a jego standard nie gwarantuje zwierzetom wlasciwej opieki-epidemie chorob w takich warunkach. Dlatego tez wszystkie inicjatywy dazace do polepszenia warunkow, standartu zycia zwierzat przez nasza organizacje sa i beda popierane.
Osoby pracujace w schroniskach tez sa wynagradzane dlaczego wiec nie wynagradzac ludzi, ktorzy chca sie indywidulanie opiekowac zwierzakiem?? Jest wielu emerytow, rencistow, osob o bardzo niskich uposazeniach czy tez bezrobotnych, ktore kochaja zwierzeta a z przyczyn wlasnie materialnych nie moga opiekowac sie nimi. Co jest zlego w tym jesli polaczy sie razem potrzebujacego pomocy czlowieka i potrzebujacego pomocy zwierzaka, coz nieetycznego czy wprost nieludzkiego w tym jest?? Jest to dla nas jaknajbardzej ludzkie podejsie do sprawy.
Z dany podanych przez Urzad Miasta z roku 1998, staly koszt utrzymania schroniska wynosil ponad 70% czyli na zwierzeta tylko bylo przeznaczane niecale 30% miesiecznie z kwoty 139zl. Kwoty, ktora nigdy nie zapewniala prawidlowej opieki nad zwierzetami czyniac je nie miejscem w ktorym zwierzeta moga liczyc na pomoc lecz miejscem, ktore naraza je na dodatkowe cierpienia. Aby miec pelen obraz samego wygladu schroniska i co sie dziala w warszawskim schronisku do 1999r polecamy strone http://republika.pl./arka3

Bruksela. Rząd belgijski postanowił zakazać kaleczenia zwierząt, praktykowanego często pod pretekstem "uszlachetniania" rasy. Za 5 lat żaden belgijski pies nie straci ogona ani ucha.
Nie wolno też będzie znakować zwierząt rozżarzonym metalem, usuwać pazurów kotom ani strun głosowych psom. Podobny zakaz jest już w kilku krajach Europy. Metropol 14.05.2001


 

news012Choć służbę w straży pożarnej pełni dopiero od trzech miesięcy, zdążył już zostać Majorem. - Na kolejny awans będzie musiał jednak długo poczekać: nasz komendant jest brygadierem i nie wypada, żeby pies byt od niego wyższy stopniem - żartują strażacy z Kłodzka, którzy przygarnęli bezpańskiego kundla.

Major prawdopodobnie już by nie żył, gdyby nie pomoc strażaków. Któregoś dnia jeden z mieszkańców miasta powiadomił ich, że na dachu budynku w Twierdzy Kłodzkiej jest uwięziony pies.

W remizie ma jak w domu - Wyglądało na to, że ktoś zepchnął go na ten dach z pobliskiej skarpy. Sam nie mógł stamtąd zeskoczyć, bo było za wysoko. Strasznie wył i skowyczał. Musiał tam siedzieć co najmniej od kilku dni opowiada Krzysztof Mor, strażak z Kłodzka. - Dostaliśmy się do niego używając specjalnego podnośnika z koszem. Myśleliśmy, że wróci do swojego właściciela. - dodaje. Po kilkunastu minutach pies przybiegł jednak do... remizy. - Widocznie poprzedni właściciel musiał go bardzo skrzywdzić. Kiedy mu okazaliśmy mu trochę serca, zaraz się do nas przywiązał - mówi Janusz Kosior, rzecznik komendanta. Żeby pies mógł zostać ze strażakami, komendant musiał wyrazić na to zgodę. - Postawił tylko jeden warunek: zaświadczenie od weterynarza, że zwierzę jest zdrowe wspomina rzecznik. Strażacy zrzucili się na wizytę u weterynarza. - Okazało się, że pies jest strasznie wychudzony i zarobaczony. Kupiliśmy jednak odpowiednie leki i Major tryska teraz zdrowiem. Ma wszystkie szczepienia, swoją książeczkę zdrowia - dodaje Kosior. - Każdy dokarmia go smakołykami przyniesionymi z domu.

Ma szacunek da munduru Major nie ma swojego ulubionego opiekuna. - Za często się zmieniamy na służbie, żeby kogoś mógł sobie szczególnie upodobać. Ale wyraźnie widać, jego szacunek wzbudzają tylko mundurowi. Cywile nie są dla niego żadną atrakcją - po prostu ich ignoruje i nie reaguje na żadne polecenia - opowiada Janusz Kosior. Pies ma swoje miejsce w garażu, ale najchętniej przebywa ze strażakami w świetlicy.- Przjął nasze zasady- o godz.10 wieczorem idzie spać, o 6 wstaje. dwie godziny później ze wszystkimi stawia się na zmianie służby - Opowiada jeden ze strażaków. Major nie był jeszcze na akcji, ale niewykluczone, że wiosną zacznie jeździć ze strażakami na ćwiczenia. Nie ma munduru, ale na szyi nosi obrożę z napisem "straż". - Naszym zmartwieniem jest to, że nie ma hełmu w jego rozmiarze - śmieje się Krzysztof Mor. AGNIESZKA TROJANOWICZ, WROCŁAW Super Express 2.04.2001

 


Długi majowy weekned był okresem wypoczynku, słonecznych kąpieli i rekreacji. Niestety nie byt on równie szczęśliwy dla niektórych psów i kotów. W ciągu ostatniego tygodnia do stołecznych schronisk trafiło dwa razy więcej zwierząt niż zwykle.

W czasie wolnym od pracy większość z nas wyjeżdża za miasto. Ukochany dotąd pies czy kot staje się wtedy problemem. W ciągu 4 dni majowego weekendu schronisko w Celestynowie przyjęło 15 suk i kilkanaście szczeniąt. - To dwa razy więcej niż zazwyczaj - mówi IzabeIa Działak, kierownik schroniska w Celestynowie.

Oddają lub podrzucają Na Paluch natomiast od 23 kwietnia do 3 maja trafiło 71 psów i 30 kotów. - Część z nich przynieśli ludzie. Mówili, że znaleźli w lesie albo nagle dostali alergii. Dobrze wiem, że to nieprawda. Wstyd im po prostu przyznać się, że chcą się pozbyć zwierzaka - mówi Szczepan Kawski, dyrektor schroniska na Paluchu. - Kilka zwierzaków zostało wrzuconych nocą na teren schroniska, a reszta trafiła do nas dzięki interwencji ludzi. W ten sposób na Paluchu znalazła się 3-letnia suka rasy stafford - smutne oczy, bardzo spokojna. 3 maja znaleziono ją przywiązaną do latarni na jednym z osiedli. Obok niej stała miska z wodą i jedzeniem. Nie było wątpliwości, że została porzucona.

Są inne sposoby Oddając lub porzucając zwierzęta ludzie nie rozumieją, że warunki w schroniskach nie są najlepsze. Zdarza się, że w boksach na jednego psa przypada metr kwadratowy przestrzeni. Niewiele ma miejsca do leżenia, nie mówiąc już o bieganiu. A przecież są sposoby na spędzenie wakacji bez wyrzucania psa na bruk. - Jest wiele ośrodków wypoczynkowych, do których można zabierać swoje pupile. Powstały także specjalne hotele dla zwierząt, gdzie jest fachowa opieka i odpowiednie warunki mówi Szczepan Kawski.

- Można również porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi. Na pewno ktoś mógłby się zaopiekować psem czy kotem. Schronisko to ostateczność, do której nikogo nie namawiam. Angelika ZDANKIEWICZ Super Express 5.05.2001


- Dzięki Czytelnikom Super "Expressu" życie psa Pucka zostanie uratowane. Już jutro pies przejdzie operację - cieszy się Bogumita Folman, pracownica schroniska na Paluchu. 0 bezdomnym, chorym zwierzaku pisaliśmy we wczorajszym wydaniu "super Expressu". Jamnikowatego psa znaleziono przy trasie poznańskiej, niedaleko miejscowości Mory. Najprawdopodobniej czworonoga wyrzucili z samochodu właściciele. Zwierzę było ciężko ranne, trafiło do schroniska na Paluchu, gdzie nadano mu nowe imię: Pucek. Okazało się, że pies ma połamane łapy i miednicę i pomóc mu może tylko skomplikowana operacja. - Nie mamy możliwości, by ją wykonać. Może ją przeprowadzać tylko profesjonalna lecznica - mówita Bogumila Folman ze schroniska. Życie Pucka wisiało na włosku.

Operacja okazała się za droga, żeby opłaciło ją schronisko. Potrzeba było ponad 1000 zt. Po artykule, w naszej redakcji i w schronisku rozdzwoniły się telefony.- Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu. Większość ludzi wpłacała pieniądze telegraficznie, ale byty też osoby, które specjalnie przyjechały do schroniska, by wpłacić po 10, 20 zł. Już wczoraj rano zebraliśmy całą sumę - mówi Bogumila Folman. Jutro Pucek będzie operowany w lecznicy przy u1. Grochowskiej. Dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli - mówią w schronisku. Wczoraj do godz. 15.00 udało się zebrać aż 3000 zł. Być może pieniędzy będzie więcej, bo jeszcze wptywają. Suma, która zostanie po zoperowaniu Pucka, będzie przeznaczona na leczenie innych zwierząt. MONIKA TUTAK . Super Experss 27.03.2001

pucek1


Pucek ocalony

- Cicho piesku, wszystko będzie dobrze - uspokajali trzęsącego się Pucka weterynarze. Wczoraj. bezdomny zwierzak przeszedł - ciężką operację. będzie zdrowy dzięki naszym Czytelnikom, którzy przekazali pieniądze na jego leczenie.

pucek2Małego Pucka, położono na stole operacyjnym w klinice Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego przy u1. Grochowskiej 272. Był przerażony Kiedy pochylili się nad nim weterynarze, cały się trząsł. Specjaliści dokładnie oglądali połamane psie łapy.

- Ciężki przypadek - stwierdzili. Pucek zaczął trząść się jeszcze bardziej.

Początkowo zwierzak nie dał sobie zmierzyć temperatury ani zrobić przeciwbólowego zastrzyku. Wyrywał się i strasznie piszczał. W końcu udało się podać mu znieczulenie. Wtedy lekarze mogli spokojnie zająć się psem. - Może się sam podnieść. To znaczy, że z połamaną miednicą nie jest jeszcze tak najgorzej - mówił Jacek Stern, weterynarz z Grochowskiej.

Puckowi zrobiono prześwietlenie. - No cóż, z łapami nie jest najlepiej - orzekli weterynarze. Czy będzie chodził? - pytała Bogumiła Folman, pracowniczka schroniska na Paluchu. - Prawą przednią łapę będzie miał najprawdopodobniej usztywnioną - tłumaczył jeszcze przed zabiegiem Jacek Stern. Operacja trwała pięć godzin. Pacjent przeżył. Dziś wróci do schroniska.

Dziękujemy! 0 bezdomnym, chorym zwierzaku napisaliśmy w poniedziałek. Jamnikowatego kundelka znaleziono przy trasie poznańskiej niedaleko miejscowości Mory. Najprawdopodobniej wyrzucili go z pędzącego samochodu właściciele. Pracownicy schroniska na Paluch~ zabrali zwierzę do przytuliska- Nazwali je Pucek. Żeby go wyleczyć, potrzebna była skomplikowana operacja. Schronisko nie miało jednak pieniędzy, by ją przeprowadzić. Po naszym artykule już w poniedziałek udało się zebrać całą sumę na operację.- Chcemy podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do uratowania Pucka. Ludzie ciągle wpłacają pieniądze na jego leczenie. Zebraliśmy już 8 tys. zł! Tymczasem leczenie Pucka będzie kosztować ok. 1500 zł. Za zebrane pieniądze zoperujemy jeszcze kilka innych ciężko chorych zwierząt. Założymy też specjalne konto z dopiskiem "Pucek", na którym będziemy zbierać pieniądze na operację czworonogów - tłumaczy Bogumiła Folman. - A wszystko to dzięki waszym Czytelnikom. Bardzo im dziękujemy.

Ma już dom Dowiedzieliśmy się od pracowników schroniska, już zgłosiła się osoba, która przygarnie Pucka, kiedy pies wróci do zdrowia. Superexperss 29.03.2001

pucek3


Uratują inne zwierzaki

- Pies Pucek leży w naszym szpitaliku. Dochodzi do zdrowia. Wra.ca mu apetyt, stje się ożywiony i ufny - mówi .Joanna Karaś-Tęcza, weterynarz z Kliniki Małych Zwierząt przy u1, Gagarina 5. Po naszych artykułach weterynarze z tej lecznicy obiecali, że raz w miesiącu bezpłatnie zoperują psa ze schroniska na Paluchu.

bezpłatnie zoperują psa ze schroniska na Paluchu.. Pucek ma plastikowy kołnierz na karku, łapy w opatrunkach. Kiedy widzi, że podchodzą do niego ludzie, radośnie merda ogonem i próbuje się podnieść- Niestety, jeszcze nie może. (...)

Opisaliśmy tragedię psa dwa tygodnie temu. Już następnego dnia Czytelnicy podarowali pieniądze na zabieg. A w ciągu dwóch dni na konto schroniska wpłynęło ponad 8 Tyś. złotych! - Nie podziewaliśmy się takiej reakcji ludzi. Myśleliśmy, że z trudem uzbieramy pieniądze na operację, czyli około 1,5 tyś. zł - mówi Bogumiła Folman z Palucha.

Pucka zoperowano w klinice SGGW przy u1- Grochowskiej. Teraz zwierzak przebywa w szpitaliku zwierzęcym przy u1. Gagarina 5.- Kiedy do nas trafił, był w naprawdę ciężkim stanie. Ale czuje się coraz lepiej. Uczymy Pucka, jak ma stanąć na własne łapy, ale to jeszcze potrwa - tłumaczy Joanna Karaś-Tęcza.

Pucka zoperowano w klinice SGGW przy u1- Grochowskiej. Teraz zwierzak przebywa w szpitaliku zwierzęcym przy u1. Gagarina 5.- Kiedy do nas trafił, był w naprawdę ciężkim stanie. Ale czuje się coraz lepiej. Uczymy Pucka, jak ma stanąć na własne łapy, ale to jeszcze potrwa - tłumaczy Joanna Karaś-Tęcza. Oprócz Pucka klinika przyjęła z Palucha także szczeniaka ze złamaniami. Lekarze z Gagarina zoperowali kundelka bezpłatnie. - 0d tej pory raz w miesiącu będziemy bezpłatnie operować jednego psa ze schroniska - deklarują lekarze z kliniki przy Gagarina.- Chcemy jeszcze raz podziękować "Super Expressowi" i jego czytelnikom- To dzięki wam Pucek jest zdrowy i będziemy mogli leczyć inne chore zwierzęta - cieszy się Bogumila Folman z Palucha. Super Experss 9.04.2001


Jamnikowaty 5-letni Pucek, któremu życie uratowali czytelnicy Super Expressu znalazł troskliwy dom w Ząbkach. Pies każdego gościa wita bardzo serdecznie. Merda ogonem, przymila się, próbuuje skoczyć. Niestety nie może. Nadal kuleje. Jeszcze nie doszedł do siebie po ciężkiej operacji.

Jego nowi państwo wzruszyli się jego historią i postanowili go przygarnąć. Na początku Pucek nie był zachwycony bo trafił do domu, gdzie był już pies - jamniczka Gabi. Początkowo pieski warczyły jeden na drugiego ale z czasem zapryjaźniły się. Teraz bawią się razem. Pucek pokochał nowych państwa. Śpi z nimi w sypialni na miękkim dywaniku.

Jak dojdzie do siebie będzie sypiał w koszu tak jak jamniczka. Na razie nie byłoby mu tam wygodnie bo chora łapa źle się układa. Na jego łapki trzeba bardzo uważać. Na razie jest znoszony ze schodów. Jest wyprowadzany do ogródka.

Pucka czeka jeszcze jedna operacja - wyjęcie tzw. gwoździ z przednich łap.

- To taki dobry, kochany pies, spoktało go tyle nieszczęść. Mam nadzieję, że będzie mu u nas jak najlepiej. - mówi jego nowa pani. żródło: Super Express 10.05.2001

 

 


Kaktus za życie

 

news011Życie bezdomnej RUTKI wisiało na włosku. Maltretowana suczka, z ciężką przepukliną, trafiła do schroniska. lekarze z Palucha nie mieli warunków ani pieniędzy by zoperować zwierzaka. Zawieźli go do prywatnej przychodni. Dzień po operacji weterynarze onieiemieli: na stole, obok RUTKI, leżał szczeniak.

- To cud, że ta suczka urodziła. Weterynarze uratowali dwa życia, choć nie zauważyli, że Rutka spodziewa się małego - mówi Bogumila Folman ze schroniska na Paluchu. - Historia jak z bajki.

Ciężki przypadek

Pieska przywiózł do schroniska chłopak z Raszyna. - Znalazłem ją na ulicy - mówił. Pracownicy Palucha obejrzeli suczkę: półtoraroczna, maleńka, ruda. Nazwali ją Rutka. - Była w ciężkim stanie. Wyglądała na mocno pokopaną, miała siny brzuch opowiada Bogumila Folman. Przez tydzień pracownicy walczyli o życie suczki. Podawali środki antywstrząsowe, karmili z ręki. A Rutka była półprzytomna. Weterynarze zrobili zdjęcia rentgenowskie.- Pomoże tylko natychmiastowa operacja - orzekli.

Kto zapłaci?

Schronisko nie ma specjalistycznej aparatury potrzebnej do przeprowadzenia takiej operacji - tłumaczy Bogumila Folman, która postanowiła ratować pieska. Na początku lutego z wynikami badań pojechała do prywatnego Centrum Zdrowia Małych Zwierząt przy u1.Gagarina 5. Weterynarz obejrzał zdjęcie i zadecydował:- Nie ma czasu. Trzeba natychmiast operować.- Pies mógł się udusić w każdej chwili. Był po wypadku, miał uraz przepony, przepukline, a do tego złamaną łapę opowiada dr Dariusz Wiśniewski. Rutka została w szpitalu zwierzęcym.

Jak kaktus na dłoni

Kiedy weterynarze zajrzeli do niej następnego dnia po operacji, zaparło im dech w piersiach. Na stole, obok suczki, leżał szczeniak. - To niesamowite. Ta ciąża umknęła naszej uwadze - mówi dr Wojciech Czerwiński. Pewnego dnia do przychodni przyszła jedna z klientek, by odwiedzić chorego kota. Zobaczyła Rutkę. - Nie mogłam jej tak zostawić. Przygarnęłam i ją, i szczeniaka - mówi - Małego nazwałam Kaktus.

Przychodnia potraktowała Rutkę ulgowo: za operację Rutki schronisko nie musiało płacić. Tylko za leki.- Jakieś 400 zł - mówi Bogumiła Folman. - Normalnie zapłacilibyśmy grubo ponad tysiąc złotych. Skąd weźmiemy pieniądze? Zrzucą się pracownicy schroniska. Najważniejsze, że Rutka jest zdrowa i ma dom. I za to dziękujemy weterynarzom, którzy w tym pomogli. MONIKA TUTAK Super Experss 17.02.2001

Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.