Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

Ratuje wbrew wszystkim
artykuł z Super Experssu 11.04.2001
na temat dramatycznej walki o psy
właścicielki prywatnego schroniska
w województwie lubeskim

Pies umiera w cichości, bez krzyku. Tylko oczy błagają zmiłowania. Te oczy będę pamiętać do końca życia. Błagają, a ja jestem bezsilna.

Sarę ktoś otruł, Nuka zawisła na drzewie, Milucha spłonęła żywcem. Przez ostatnie dwa miesiące czterdzieści z ponad setki psów zdziesiątkowała zaraza. Stanisława Olszewska z Annopola (lubelskie), właścicielka prywatnego schroniska dla zwierząt jest na krawędzi załamania: - Musimy stąd odejść, a nie mamy gdzie. Muszę leczyć psy, a nie mam za co. Ta bezsilność zabija.

W Annopolu mówią o Olszewskiej: wariatka od psów.

- Na 2oo metrach kwadratowych stłoczyła setkę kundli. Głupia baba - rzuca bywalec miejscowej knajpy. - jedzenie i szczepionki kupuje z własnej renty Jakby nie miała innych wydatków - dodaje emerytowany pracownik Metalchemu.

Dwie wariatki - Kilka razy dziennie kursuje z bloków do schroniska z wiadrami zupy i plastikowymi butelkami z wodą. Mężowi by ugotowała, wariatka-dorzuca pan Marek, "fizyczny" z Anexu.

- Kilka razy dziennie kursuje z bloków do schroniska z wiadrami zupy i plastikowymi butelkami z wodą. Mężowi by ugotowała, wariatka-dorzuca pan Marek, "fizyczny" z Anexu.

Rencistka Stacha Olszewska z trzydziestoletnią córką Renią przywykły do kpin. Stacha tłumaczy sobie, że Annopol jej nie akceptuje, bo jest nietutejsza. Reni na opinii miejscowych nigdy nie zależało - próbowała dostać się na germanistykę i wyjechać z miasteczka. Nie udało się, więc - jak mówi - oddała swoje życie zwierzętom. Ludzie zeszli na dalszy plan. - Wolę być wariatką, ale człowiekiem - Stacha prowadzi do przytuliska. - A na miano człowieka zasługuje ten, kto pomaga słabszym i pokrzywdzonym.

Zagłodzone, niechciane Sześćdziesiątka kundli na widok obcego zanosi się od jazgotu. Stacha prosi: - Ciszej. Głowa boli. Jazgot milknie.
- Od małego byłam odmieńcem opowiada. - Tato mnie tak wychował. Narwałam jaśminu, przyniosłam do domu, a tato krzyczy: ,"Po co zrywasz? Zupę z tego ugotujesz? Ten krzak żyje, czuje" A o zwierzętach mówił, że są mądrzejsze od ludzi.

- Na początku była NUKA. Dwanaście lat temu Stacha -jeszcze rehabilitantka w Spółdzielni Inwalidów gniotła ciasto na makaron. Była niedziela, piękna pogoda, ludzie szli do kościoła. Przez okno zobaczyła, jak tzw. porządny obywatel kopie szczenną sukę. Wyskoczyła na dwór, chwyciła psa na ręce.- Wyglądałam jak pomylona. Cała w mące, z zakrwawionym psem pod pachą - śmieje się. Kolejna była Bieda - okulawiony szkielet. Dzieci biegały za nią, rzucały kamieniami, "Pies uciekł z obozu koncentracyjnego". Krzyczały. Stacha wzięła Biedę, Nukę ze szczeniakami i wydzierżawiła opuszczony sad na krawędzi bokowiska. Ogrodziła, postawiła kilka bud.- Ludzie się zwiedzieli i zaczęli znosić psy - Stacha rozlewa psią zupę do pudełek po margarynie. - Przywiązywali do płotu, przerzucali przez ogrodzenie w jutowych workach. Kalekie, zagłodzone, niechciane.

Onuczka z pogromu Sześć lat temu, w Wielki Piątek, Stacha straciła trzynaście psów. - Przyszłam rano, a tu budy potrzaskane, siatki powyrywane - Stacha głaszcze czarnego kundla. - Pobiegłam po śladach do lasu: psy wisiały na drzewach, kilka z roztrzaskanymi głowami leżało w płytkim dole. Po kilku dniach do przytuliska wróciła Onuczka i Kamyk. Ocalały z pogromu- Policja umorzyła śledztwo z braku świadków.

Dwa lata później odeszło dwanaście zwierząt - te z bud ustawionych wzdłuż siatki. W drgawkach konały cały dzień. Najdłużej walczyła o życie niewidoma Sara - przed laty podrzucona do schroniska z łbem rozplatanym siekierą Znajomy weterynarz stwierdził, że psy zostały otrute. Między boksami Stacha znalazła kawał mortadeli. Policji znów nie udało się znaleźć świadków. Klika lat był spokój, aż na progu nowego wieku ktoś wrzucił do przytuliska wiązkę petard.- Suka Milucha była różowa jak niemowlak. Sierść jej wypaliło - ciągnie Stacha. - bura Diana straciła oko, łaciata Bela była cala w bąblach. Wszystkie psy przez kilka dni ze strachu nie wychodziły z bud. Policja okazała się bezsilna.

Wielka zaraza W styczniu tego roku ktoś podrzucił zatrute parówki. Zdechły Kajtusia i Łatka. Małą, wesołą, burą sukę udało się odratować. Miesiąc później zmiotła ją zaraza, która pochłonęła czterdzieści innych czworonogów. Znajomy weterynarz stwierdził: nosówka nerwowa. Zakaźna, groźna- Zdrowe psy trzeba zaszczepić i dobrze karmić, chore uśpić. Olszewska sprzedała w komisie w Sandomierzu dwa złote pierścionki (jeden z bursztynem, drugi z ametystem) i czapkę z lisa. Starczyło na część szczepionek i antybiotyków. - Pies umiera w ciszy, bez krzyku - O1szewska opuszcza głowę. - Tylko oczy błagają zmiłowania, a ja jestem bezsilna. Będę je pamiętać do końca życia. Ostatnia odeszła Bieda - okulawiony szkielet, weteranka przytuliska. Zostało 25 chorych. Najgorzej z Luną i Śnieżką - są na wpół sparaliżowane, Renia musi karmić je strzykawką - Nie mam na antybiotyki, witaminy, mleko, lepsze jedzenie - Stacha od trzech miesięcy śpi po kilka godzin dziennie. Co zamknie oczy, widzi Biedę, Lutkę i pozostałe psy, które. odeszły Tęskni.

Spalimy ciebie i pieski W budżecie gminy Annopol na przytulisko jest przeznaczone 500 zł. Wszystko już poszło na szczepionki przeciw wściekliźnie.- Więcej nie mamy - zapewnia burmistrz Annopola, Czeslaw Sendrowicz. - Są pilniejsze sprawy: choćby utrzymanie Środowiskowego Domu Samopomocy, budowa dróg, wydatki na oświatę i służbę zdrowia.

Bunnistrz Sendrowicz twierdzi, że gmina próbowała rozwiązać problem bezdomnych zwierząt. W ubiegłym roku zaproponowali Olszewskiej przeniesienie przytuliska do opuszczonej chlewni w Kosinie.- Ale inicjatywa nie została przyjęta przez mieszkańców sołectwa - kwituje Sendrowicz.- Przyjechała do mnie delegacja z Kosina. Potężni mężczyźni, krzykliwe kobiety - wspomina Stacha. - Stali za płotem i grozili: jak pani do nas przyjedziesz, to my ciebie i twoje pieski żywcem spalimy! Kolejna propozycja Sendrowicza przeniesienie przytuliska na działkę w okolicy Starego Rachowa - również spotkała się z protestem. Stanisława Olszewska: - Kilka lat temu kupiłam działkę, ze dwa hektary. Na krawędzi wymarłej wsi, kilkaset metrów od najbliższych chałup. Tam byłoby najlepiej. Ale nie mam pieniędzy na transport i wyposażenie nowego przytuliska. Boję się, że z bezsilności naprawdę wpadnę w obłęd.annopol2

Będziemy żebrać Hanna Roszak i Beata Liszewska z Kazimierza Dolnego przeczytały w 1okalnej prasie o problemach schroniska stanisławy Olszewskiej. od razu pojechały do Annopola.- Obie jesteśmy psiary - mówi Hanna Roszak, dentystka. - Jak tylko zobaczymy bezdomnego czworonoga, zaraz szukamy mu domu. Człowiek powinien być odpowiedzialny za zwierzę. Pani Stasia nas zadziwiła swoją odwagą i miłością do zwierząt. Postanowiłyśmy jej pomóc. Beata Liszewska razem z mężem wynajmują pokoje gościnne. W każdym ustawili skarbonkę z prośbą o pomoc. U znajomych restauratorów załatwili odpadki, co kilka dni wożą je do przytuliska. - Teraz najważniejsze, by pani Olszewska mogła się przenieść w inne miejsce - mówi Hanna Roszak. - Potrzeba pieniędzy - na siatkę, słupki, wybiegi dla psów. Na nową działkę trzeba dociągnąć elektryczność i wodę. No i wciąż nie ma funduszy na leczenie zwierząt.- Po tym, co zobaczyłyśmy, będziemy żebrać, ale pomożemy - zapewnia Beata Liszewska. Na razie uzbierały niewiele. Ale wciąż mają nadzieję. Stacha Olszewska: - Czasem zazdroszczę Biedzie, Nuce i innym psom, które odeszły. My, którzy zostaliśmy, mamy najgorzej.
Super Express 11.04.2001

Na wsi psy przeżywają piekło

Profesor Halina Kowalska-Pytka, prezes Lubelskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt
Na wsi polskiej psy przeżywają piekło. Rozpadające się budy, krótki łańcuchy, wychudzone psy - to pospolity widok. Zwierzę, w tym pies, jest traktowane na wsiach jak przedmiot! Coś z tym problemem trzeba zrobić - uświadamiać ludziom, że to stworzenie boże! Na wsiach pełno jest bezdomnych psów, bo władze nie mają pieniędzy na sterylizację, antykoncepcję. W Annopolu jednak nie ma psów bezdomnych - bo nimi zajęła się pani Olszewska. Wyręcza gminę, do której obowiązków to należy. Wszystkie psy zaszczepiła przeciw wściekliźnie. Robi więc piękną i pożyteczną pracę. Niestety, ani władze, ani ludzie tego nie doceniają. Że wzięła na swoje barki obowiązki, którym nie jest w stanie podołać, i że poświęciła się bez reszty dla tych zwierząt? Cóż, są ludzie wrażliwi, którzy nie potrafią przejść obojętnie obok porzuconych, chorych, głodnych zwierząt. Znam dobre panią Olszewską i problem jej przytuliska. To wspaniała kobieta. Liczyła, że bardziej jej pomogą miejscowe władze. Niestety, może liczyć tylko na to co uprosi od życzliwych ludzi.
Super Express 11.04.2001


Opinie czytelników - Super Express 12.04.2001

We wczorajszym reportażu "Ratuje wbrew wszystkim" opisaliśmy dramatyczne losy pani Stanisławy O1szewskiej z Annopola, która od kilku lat prowadzi prywatne schronisko dla psów. Jej działanie nie spotyka się z aprobatą ludzi - kilkakrotnie doszło nawet do barbarzyńskich napaści na schronisko, niektóre psy zostały zamordowane. - To bulwersujące, wstrząsające - mówiliście państwo wczoraj.


Rozumiem tę panią. Mnie ludzie 2 osiedla nazywają" głupkiem od kotów" . Mam sześć kotów w domu i opiekuję się bezdomnymi, z osiedla. Wszyscy powinniśmy zająć się bezdomnymi zwierzętami. Cóż one są temu winne? Ci ludzie, którzy nie mają serca dla zwierząt, nie mają go i dla innych ludzi.


Jesteśmy narodem barbarzyńców. Osobę zajmującą się zwierzętami określa się mianem "wariatki" zaś ci, którzy bestialsko mordują zwierzęta są "normalni". W miastach często mordowane są piwniczne koty, a przecież tylko dzięki nim nie zjadły nas jeszcze szczury. Usypiać powinno się ludzi, a nie psy. Żadne zwierzę nie jest "bezpańskie" z własnej winy. Winny zawsze jest człowiek. Wiem, że piszę nieco emocjonalnie, ale widziałam już niejeden przykład skrajnego barbarzyństwa, który w naszym kraju z reguły uchodzi bezkarnie. W moim domu jest już drugi pies adoptowany ze schroniska. Pierwszy odszedł w wieku szesnastu lat trafił do mnie, gdy miał cztery lata. Do końca życia uciekał od wyciągniętej do niego ręki. Podejrzewam, że spotkał się z jakimś "wspaniałym" przedstawicielem ludzkiego gatunku, równie sympatycznym jak niektórzy mieszkańcy Annopola.


Współczuję tej pani. Nie każdego stać na to, by z takim zaangażowaniem i poświęceniem pomagać zwierzętom i nie każdy ma tak dużo serca. W tym rozumieniu nazywanie jej "wariatką" to zaszczyt. Jestem komendantką hufca ZHP w Mrągowie. Zbierzemy z naszymi harcerzami ile się da i prześlemy pani O1szewskiej


Sama zbieram na osiedlu bezdomne, porzucone koty i wciskam je pod opiekę znajomym. Jestem zbulwersowana postępowaniem ludzi z Annopola. Sprawą pani Olszewskiej powinien zająć się samorząd. Wójt mógłby zafundować też tej kobiecie weterynarza, skoro nie chce dać pieniędzy, niech pomoże choć w ten sposób.


Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.