Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

Bajka, która mogła zdarzyć się naprawdę

azylByła mroźna noc. Feliks i Klara przycupnęli na starym materacu w piwnicy. Oboje próbowali ogrzać się wzajemnie. Próby wydostania się z pomieszczenia były nadaremne. Ktoś od zewnątrz zamknął okno i zamontował kraty, a na drzwiach zawisła kłódka. Ze starego kranu nad piwnicznym zlewem kropla za kroplą spadała woda. Ten monotonny dźwięk był nie do zniesienia. Ale była to szansa przeżycia. Feliks i Klara tkwili tu już kilka dni. Zwabiła ich tam złudna nadzieja ciepła. Ale piwnica była nie ogrzewana. Klara była w ciąży i z coraz większym przerażeniem patrzyła w przyszłość.

 

Feliks usiłował ja pocieszyć. Ale nie mógł wiele zrobić. A ona miała coraz mniej sił. Poddawała się coraz bardziej. Aby jakoś jej ulżyć kocur mruczał jej do ucha. A ona na chwile zapominała o sytuacji w jakiej oboje się znaleźli.

Nagle kotce drgnęło ucho, Feliks przestał mruczeć. Przy murze dał się słyszeć cichy szmer. To mysz - pomyśleli oboje w jednej chwili. Jeśli się uda będą mieli szansę. Ukradną światu jeszcze kilka godzin.

Feliks zakradł się do ofiary po cichu. Tylko koniuszek ogona drgał mu w ciemności. Przez chwilę oceniał sytuację by po chwili wykonać jeden celny skok. A więc tej nocy głód ich nie zabije.

Po smakowitej choć skąpej kolacji na chwile oboje zapadli w sen. Z oddali słychać było tylko ciche mruczanki. Oba koty śniły sen o lepszych czasach. Ciepłych wiosennych dniach, kocich włóczęgach, polowaniu i pełnych żołądkach. W śnie Klary pojawiła się ciepła i miękka dłoń opiekunki, która głaszcze jej czarne futerko, palce lekko drapiące za uszkiem. Znowu poczuła ciepło kolan, zapach ryby w czystej misce. Wędrowała po zakamarkach dawnego domu. W łazience znowu stoi jej kuweta z czystym żwirkiem. A w słonecznym pokoju, na parapecie kolorowa i miękka poduszka. Jej poduszka... Nagle, we śnie usłyszała krzyk, to dziecko opiekunów. Cos woła, cos ciągnie za ogon, trzaskają drzwi, robi się zimno, jest głodna. Pada śnieg, a ona stoi na wycieraczce przed drzwiami domu, który pachnie tak znajomo. Znowu uścisk na karku, samochód, las, śnieg i głód. Obrazy pojawiają się szybko. Kotka czuje nagły skurcz w żołądku. Nie jest przyzwyczajona do posiłków nie odartych z futra.

Gwałtownie się budzi, rozgląda. Obok niej cicho pomrukując śpi Feliks. Tez chyba cos śni. Klara przypomina sobie gdzie jest. Wtula się mocniej w kocura. On jest ciepły.

Klara leży długo. W jej wnętrzu cos się porusza. Kotka wie, że dzień rozwiązania jest bliski. Czy dożyje?

 

Przed świtem zasypia ponownie. Uśpiło ją mruczenie Feliksa. Kocur nie śni. Już dawno wyzbył się snów. W nich pojawiało się zawsze to samo. Ból poparzonej skóry, krzyki dzieciaków, kamień, który uderzył go w łapę i niemy krzyk unieruchomionych towarzyszy. Nie, to nie byli jego bracia. Z jego głowy nie wystają dziwne druty, jego oczy są bursztynowe, nie mgliste.

Feliks nie chce śnić o bólu, strachu i głodzie. Nauczył się pokonywać to mruczeniem. Nie, Feliks już nie śni.

Koty wtulone w siebie ogrzewały się wzajemnie. Jakaś nadzieja w sercu została. Feliks wie, że Klara może nie przeżyć. Wie co się z nią dzieje, a gryzoni jest tu za mało by wykarmić ich oboje i dzieci. Zresztą myszy już wyczuły niebezpieczeństwo. Nie przychodzą tu. Ta jedna, to była młoda i niedoświadczona mysz. Te większe nie przyjdą. Kot to wiedział ale okłamywał Klarę. Ona do tej pory nie znała słowa lęk, strach, głód. Nie chciał pozbawiać jej złudzeń.

Feliksa obudził ruch za zakratowanym oknem. To ludzie w wielkich samochodach zabierają śmieci. Zrobiło się chłodniej. Niedługo zrobi się dzień. Może ktoś otworzy piwnicę i będą znowu wolne? Jak kiedyś...

azyl2

 

Klarę obudził ostry ból. Feliksa nie było.

  • Feliksie, Feliksie gdzie jesteś?!
  • Nie bój się. Tu jestem. - Klara podniosła głowę. Kocur siedział na wnęce okiennej i drapał w szybę. "Znowu próbuje nas uwolnić" - pomyślała. Wiedział, że to nic nie da ale zrobiło jej się raźniej.
  • Feliksie - miauknęła niepewnie.
  • Tak? - zapytał kocur, nie przestając drapać w brudną szybę. Przez to okno nie wpadało wiele światła.
  • Feliksie, to chyba już.
  • Co już? Burknął. Pomyślał, że całkiem straciła nadzieję.
  • Zaraz przyjdą na świat moje dzieci. Kocur odwrócił się i spojrzał na nią. Rzeczywiście, ona zaraz zacznie rodzić. "Co mam robić" pomyślał. Był zły i głodny.
  • Feliksie, boję się.
  • Poradzisz sobie - powiedział kot i zabrał się do drapania szyby. W końcu kiedyś szyba musi ustąpić.

Przestał zwracać uwagę na Klarę. Wiedział, że kobiety jego gatunku nie lubią świadków. Wolą rodzić w samotności. Zawsze sobie radzą. Poza tym nie chciał ryzykować. Klara teraz mogła mu nieźle poturbować pyszczek pazurami.

Feliks do wieczora drapał te przeklęta szybę. Już dawno zrozumiał, że nic z tego drapania nie będzie ale nie chciał przeszkadzać Klarze. Było ich już sześcioro. Kotka urodziła cztery zdrowe maluchy. Teraz się nimi zajmowała i nie chciał się do tego mieszać. Jak skończy sama go zawoła. Nie czekał zresztą długo.

  • Feliksie...
  • Tak - nagle drgnął.
  • Chodź i zobacz jakie są piękne.

azyl3Odwrócił się. Z okna, przy słabym świetle, nie widział dobrze kociaków. Raczej je słyszał i wyczuwał. Ale patrzył na Klarę. Jakaż teraz była piękna. Tak dumna i wyniosła. Tak, ona miała w sobie arystokratyczną krew. Teraz to widział. Nie zauważył wcześniej, choć miała nieco dłuższe futro.

 

Zeskoczył z okna. Powoli i spokojnie podszedł do niej. Powąchał maluchy. Były takie śmieszne. Ciepłe i bezbronne. Mógł je zapić jednym uderzeniem łapy. Przynajmniej by nie cierpiały. Ale popatrzył w oczy Klary. Była taka szczęśliwa, dumna. Jeszcze miała pokarm. A te małe były całkiem nieświadome obecnej sytuacji.

"Jeszcze nie" pomyślał. "Niech się cieszy". Ale wiedział, że jeśli nie zdarzy się cud będzie musiał ich zabić. Oszczędzić cierpień.
Następnego ranka obudziły go ciche piski. To maleństwa Klary znowu chciały jeść. Feliks podniósł się z posłania. Kotka już nie spała. Karmiła młode, ucząc się ich mruczenia.

  • Jak się czujesz? - zapytał. Wiedział, że była wyczerpana i głodna.
  • Dobrze - skłamała.
  • Czy opowiadałem Ci już o moich przygodach? - zapytał. Chciał by na chwile zapomniał o tym koszmarze w jakim tkwili oboje.
  • Nie, nie opowiadałeś. Ale chętnie posłucham.
  • Dobrze.
Klara przymknęła swoje zielone oczy. A Feliks zaczął swoją opowieść.
Urodziłem się w piwnicy. Bardzo podobnej do te tej. Ale wtedy było cieplej, a w drzwiach znajdował się wielka dziura. Moja matka była pręgowaną kotką. Ach, jakże była piękna. I jak słodko mruczała - Feliks zamyślił się na chwilę. Zamlaskał, a jego łapy na wspomnienie matki zaczęły ugniatać posłanie.
  • Na jesieni byłem już młodym ale dorosłym kocurem. Matka nauczyła mnie gdzie i jak zdobywać pożywienie. Chodziłem więc sobie to tu, to tam. Zwiedzałem okolice mojej piwniczki. Byłem wolny i szczęśliwy. Tylko czasem swędziało mnie i "gryzło" futro. Wtedy uznałem to za przekleństwo. Ale jak się potem okazało było moim wybawieniem.

Pewnego jesiennego popołudnia spotkałem człowieka. Był miły, dał mi rybę. Ale kiedy ją jadłem... - Feliks zamilkł. Klara spod przymkniętych powiek dostrzegła skurcz bólu na jego pyszczku. - Znalazłem się w białym i czystym pomieszczeniu. Wokół było wiele klatek, a w nich mieszkały podobne do nas istoty. Ale nie mówiły, a z ich głów wystawały druty. A ich oczy.... Klaro, ich oczy krzyczały strachem i bólem. Były mętne.

Ja też byłem w klatce. Przyszedł człowiek w białym kitlu. Robił mi zastrzyki, oglądał futro. Ten sam człowiek, który dał mi rybę. Potem pochylał się nad czymś i kiwał głową. Chyba był zły.

Dwa dni później usłyszałem jak któryś z ludzi mówi; "Nie nadaje się, jest chory i osłabiony. Znajdziemy innego". A potem znowu było słońce i śpiew ptaków. Byłem wolny. Nie zwracałem jednak na to uwagi. Biegłem przed siebie. Byle dalej od laboratorium.

 

  • Biedny - westchnęła Klara
  • Nie, wcale nie. Przecież nic mi nie zrobili. A ja znowu byłem wolny. I wtedy jeszcze nie wiedziałem jak okrutne potrafią być dwunogi.
  • Cicho szepnęła - Klara.
  • Maluchy się budzą. Nie chcę aby słyszały takie okropności.
  • Masz rację. Poszukam czegoś do jedzenia.
  • Dobrze - kotka uśmiechnęła się w duchu. Doskonale wiedziała, że niczego nie znajdzie. Ale było jej miło, że o nią dba. Nie czuła się taka samotna.
  • Feliks? - zapytała - A chcesz wiedzieć jak było ze mną?
  • Tak - powiedział znużonym głosem. Wiedział, ze była kotka domową. Co ona mogła wiedzieć o życiu. Jednak chciał tego posłuchać.
  • Kiedy pierwszy raz otworzyłam oczy - zaczęła Klara - zobaczyłam małe i przytulne mieszkanko. Miałam wszystko o czym kotka może marzyć. Zabawki, śmiech opiekunów i stałe posiłki. Było mi dobrze. Ale pewnego dnia przyszli do nas jacyś ludzie i zabrali mnie.
    Kiedy jechałam do nowego domu słyszałam jak mówili o dziecku. Myślałam, ze to o mnie. Myliłam się. To było o ich ludzkim dziecku. Ono koniecznie chciało mieć zwierzątko i moi opiekunowie pomyśleli o mnie.
    Było mi dobrze. Nowy dom był dużo większy niż ten pierwszy. Na parapecie okna miałam własną, mięciutką poduszkę. O stałych porach smaczne jedzenia. Bawili się ze mną - Klara się rozmarzyła na wspomnienie radosnych chwil - i najważniejsze. Byłam wolna. Zawsze wieczorem otwierano drzwi, a ja wyruszałam na nocne łowy. Bawiłam się, poznałam wiele kotów. A potem zjawił się ten jedyny. Ach Feliksie, to była szaleńcza miłość - Klara zamilkła, pogrążona w marzeniach.
  • Co było dalej? - Feliks się domyłaś ale chciał to usłyszeć od niej.
  • Dalej? _ Klara zaśmiał się gorzko - Dalej był krzyk, trząśnięcie drzwiami. Zasnęłam na wycieraczce. Wieczorem mój opiekun zabrał mnie na wycieczkę. Myślałam, ze znowu jedziemy do tego lekarza co robi zastrzyki. Ale nie. Pierwszy raz zobaczyłam tyle drzew w jednym miejscu.. Opiekun mówił, że to las. Pozwiedzał też: "Idź poradzisz sobie. A my nie chcemy mieć kocich dzieci. No idź, przecież jesteś kotem, a one zawsze sobie dają radę". Człowiek odjechał. Zostałam sama i wtedy pierwszy raz się bałam - Feliks w jej oczach dostrzegł ten pierwszy lęk.
  • A co było dalej z Tobą Feliksie? - Klara nie chciała już opowiadać dalej.
  • Ze mną? Cóż. Bywałem tu i tam. Byłem wolny, niezależny. Napawałem się tym uczuciem do syta. Kiedy zrobiło się zimno wskoczyłem, jak każdej zimy, przez otwarte okno piwnicy. Nie wiedziałem, że to zostanie zamknięte.

Kocur nie powiedział jej wszystkiego. Nie chciał. Może sam bał się tych wspomnień. Klara, ta piękna kotka, nie powinna wiedzieć jak to jest kiedy dzieci rzucają w ciebie kamieniami, szczują psami. Nie powiedział jej jaki ból czuł gdy kilku chłopców oblało go śmierdząca cieczą i podpaliło. Do dziś ma blizny. Wtedy uratowała go jakaś dziewczyna. Rzuciła na niego kurtkę i ugasiła ogień. Ale ból został.

Nie chciał jej mówić jak to jest kiedy dla szalonej zabawy złamano mu ogon, jak się czuje głód i zimno. Po co miał opowiadać jak smakują resztki zgniłego jedzenia w śmietniku. Nie, nie powie jej tego.

A i Klara nie chciał mu opowiadać o strachu w lesie, szukaniu drogi do domu, poranionych na ostrych kamieniach łapach.

Na chwile na obu kocich pyszczkach pojawił się smutek, a koniuszki ich ogonów nerwowo tańczyły, w gorę i w dół.

Zapadła wieczór. Może uda się im przeżyć jeszcze kilka godzin. Klara zajęła się pielęgnacja młodych kociąt. Feliks zwinął się na zimnym betonie pod zlewem. Kapiąca woda jak echo dudniła w jego głowie. Był jednak zbyt wyczerpany i zaraz zasnął słysząc tylko dudnienie: kap, kap, kap...

Pani Agata była żona gospodarza domu. Zawsze uśmiechnięta, miłą dobre słowo dla wszystkich mieszkańców kamienicy. Oni zaś dobrze wiedzieli, że to właśnie ona była faktycznym dozorca w domu.

Pan Kazio, jej mąż, choć miły i uczynny, zawsze był nieco rozkojarzony. To właśnie Pani Agata pilnowała by sprawdził żarówki na klatce schodowej, nie zapomniał odśnieżyć podejścia, sprawdzić instalacji czy ogrzewania.

Już od kilku dni napominała męża by wystawił w piwnicy łapki na gryzonie. Mieszkańcy się skarżą, że znajdują wiele śladów działalności szkodników. A Pani Irenka? Ta miła starsza pani, gotowa się na śmierć wystraszyć myszy.

Tego poranka postanowiła nie odpuścić mężowi. Pan Kazio chcąc nie chcąc zszedł do piwnicy

  • A zobacz tam przy okazji zlew - krzyknęła za nim Pani Agata - Jesienią kapał, a teraz mrozy, Zobacz no stary, co by rur nam nie rozsadziło.
  • Dobrze, dobrze - Pan Kazio machnął ręką jakby opędzał się od muchy. Nie lubił jak tak marudziła. Ale wiedział, ze miała rację. Poza tym bardzo kochał swoją żonę.

Feliksa i Klarę obudził nagły hałas. Dochodził od strony drzwi. Kocur skoczył pomiędzy kotkę i wejście. Postanowił jej bronić. Ona zaś ciaśniej otuliła ogonem swoje młode. Poczuła zapach człowieka, a z nim zapach nadziei.

  • Kobieto, Kobieto! - Pani Agata usłyszała krzyki męża. Wbiegł do domu machając rękami - Kobieto, prędko, chodź i zobacz - reszty już nie zrozumiał, bo Pan Kazio była tak podniecony, ze paplał szybko i niewyraźnie.
  • Co bredzisz stary? - zapytała zdziwiona

Pan Kazio złapał żonę za rękę i pociągnął za sobą. Powolutku uchylił drzwi od jednego z piwnicznych pomieszczeń. Pani Agata zmrużyła oczy. W kącie na jakichś szmatach stał kot, a obok leżał drugi. Po chwili dostrzegła też młode.

  • Moje wy biedactwa - krzyknęła gospodyni - Ejże stary, leć no zaraz do chałupy po rybę. Wczoraj kupiłam. A miski Froda nie zapomnij!
    Pan Kazio posłusznie pobiegł na górę, a Pani Agata powoli podeszła do kotów. Feliks się zjeżył, Klara zasyczała. Oboje jednak nie mieli siły na walkę. To wszystko co mogli zrobić.
  • Moje biedactwa. Nie bójcie się. Agata nie da wam krzywdy zrobić. - Pani Agata często mówiła o sobie : Agata.
  • Zaraz się wami zajmę. Dostaniecie jedzenie i przeniesiemy was do ciepłej kotłowni. No, nie bójcie się maleństwa.
    Pół godziny później Feliks, Klara i maluchy znalazły się z pełnymi brzuchami w ciepłej kotłowni. Każde miało własne, czyste, kartonowe pudło i najważniejsze - pełne żołądki.
  • I co teraz - spytała Klara. W jej głosie słychać było nadzieję.
  • Będzie dobrze. Jeszcze trochę pożyjemy, a Ty wychowasz swoje dzieci - Feliks nie był tego taki pewny. Życie nauczyło go nie ufać ludziom. Ale inaczej się myśli będąc najedzonym.
  • Śpij już. Będę czuwał.
  • Dobrze Feliksie. Dziękuję - Klara wraz z małymi zasnęła i po chwili słychać było już tylko ciche mruczenie.

Feliks nie zasnął od razu. Jego ogon nerwowo się poruszał. Kot nie wiedział co ma robić. Czy uciekać póki drzwi są otwarte czy zostać. Nie chciał zostawiać Klary ale bał się ludzi. Jednak ciepło bijące od pieca, syty posiłek i wcześniejsze stresy zmogły kota. Po chwili i on zasnął.

Tymczasem na klatce schodowej w kamienicy nr 13, przy ul. Św. Franciszka wrzało. Pani Agata zwołała wszystkich mieszkańców. Rozgorzała dyskusja co zrobić z kotami. Gospodyni chętnie przygarnęłaby je do siebie, ale niestety jej pies Frodo nie przepadał za kocim towarzystwem. Wszyscy zgodnie twierdzili, że wyrzucić nie wolno. Ale tez nikt się nie kwapił do zabrania kotów pod swój dach.

Debata byłą długa aż w końcu Pani Irena, samotna starsza pani spod 3 postanowiła przygarnąć kocice z młodymi. Ale co z drugim kotem?

W końcu za sprawa Pani Agaty i Pana Kazia ustalono co następuje:

  1. Każdy mieszkaniec kamienicy ma od tej chwili obowiązek zajmowania się kotami przez 1 dzień w tygodniu - w kamienicy było 8 mieszkań ale, że Pani Irena zabiera na stałe kotkę - pozostało akurat siedem. Na każdy dzień tygodnia.
  2. Wszyscy po równo będą się składać na opiekę weterynaryjną oraz zbiorą pieniądze na wysterylizowanie kotów - dzięki temu koszt był niewielki.
  3. Wszyscy będą się składać po równo na żwirek i zabawki dla kociaków. - jedzenie i tak każdy miał 1 w tygodniu przygotować.
  4. Pani Agata będzie kontrolować czy aby każdy wypełnia sumiennie swój obowiązek.

Wszystkie postanowienia zostały spisane na kartce, a Pan Kazio jako gospodarz domu złożył pod dokumentem swój podpis. Pani Irenie obiecano tez pomóc finansowo w wykarmieniu młodych kociąt i znalezieniu im nowego domu.

I tak od tej pory zaczęto dokarmiać koty (Feliks przyprowadził już swoich braci z całej okolicy). Każdy pilnował swoich dyżurów karmienia i nawet pani Agata nie musiała nikomu o tym przypominać.

Ale mieszkańcy zauważyli też, że koty czasami są jakieś nie swoje.

Nie biegną do nich, nie łaszą się. A jedyne ślady ich bytowania w kamienicy to puste miski z mlekiem. Nikt nie wiedział czemu koty nie pozwalają się głaskać, uciekają przed opiekunami.

Pewnego dnia, wczesna wiosna do kamienicy przy ul. Św. Franciszka zawitała nowa lokatorka. Była to sympatyczna młoda dziewczyna, która przyjechała za praca do miasta i zamieszkała ze swoją ciocią pani Irenka. Ania, bo tak miała na imię nowa lokatorka była osoba pełną energii, kochająca życie, a co najważniejsze wielka miłośniczką kotów. Dlatego chętnie przyłączyła się do mieszkańców i opiekowała kotami.

Ania dobrze znała się na kocich upodobaniach więc szybko zabrała się za reformowanie systemu opieki nad kotami:

  • Po pierwsze - tłumaczyła mieszkańcom - koty nie lubią kiedy je nachodzić o różnych porach. Nie lubią także gdy każdego dnia spotykają się z innymi osobami. Dlatego należy wyznaczyć jedna osobę, która co dzień będzie dbała o karmienie podopiecznych.
  • Jak to tak - wołali mieszkańcy, którzy choć rzadko widywali swoje koty, to jednak czuli się za nie odpowiedzialni i chętnie brali udział we wspólnej opiece nad nimi.
  • Nie, nie zaprzestaniecie opiekować się kotami - zapewniała Ania. - Chodzi o to by tylko jedna osoba miała taki bezpośredni kontakt z nimi. One wtedy przestaną się bać. Nie będzie problemu by je zabrać do weterynarza, i opieka będzie skuteczniejsza.

Ania tak długo przekonywała mieszkańców, że w końcu przystali na jej reformy i ustanowili, że to właśnie ona będzie zajmować się kotami. Przy okazji Ania została skarbnikiem - do niej wpływały pieniądze na utrzymanie kotów w wyznaczonej odgórnie kwocie. Każdego pierwszego dnia miesiąca mieszkańcy przynosili Ani odliczona kwotę, a co zamożniejsi także zapasy żywnościowe dla kotów.

Ania tez rozpoczęła edukację mieszkańców w kwestiach opieki nad kotami. Swoje lekcje rozpoczęła od obalenia wielu mitów związanych z takimi rzeczami jak np. to, że koty lubią mleko

  • jak to, przecież koty uwielbiają mleko - wołali mieszkańcy
  • Tak, to prawda, że lubią mleko - tłumaczyła Ania - ale mleko kotom szkodzi, po pierwsze zawiera laktozę, której kotki nie trawią, po drugie powoduje u kotów alergie i inne uczulenia, a w dodatku wywołuje biegunki.
  • Acha - wołali chórem mieszkańcy kamienicy. I od tego czasu zamiast mleka w piwnicy stały miseczki z wodą.

 

Ania obalała tez inne mity związane z kotami, jak choćby to, że są fałszywe, że zawsze spadają na cztery łapy, i wiele wiele innych. I dzięki temu jakiś czas potem każdy z mieszkańców kamienicy nr 13 był znawca kociej diety, kocich zachowań i przyzwyczajeń. Jednym słowem wiedział to co o kotach każdy człowiek wiedzieć powinien.

A co w tym czasie działo się z naszą dwójką bohaterów?

Klara znowu ma swoją kolorową poduszkę na parapecie okna, a Pani Irena zrobiła się radosna i nie czuje się taka samotna jak kiedyś. W dodatku obie maja Anie, która zawsze wie co kotu i cioci potrzeba. Kociaki Klary zostały zaszczepione, a kiedy podrosły każde z nich znalazło wspaniały dom.

 

A Feliks? Przekonał się, że nie każdy człowiek jest zły. Dalej jednak pozostał dzikim włóczęgą ale zawsze wracał do pudełka w kotłowni. Wiedział, ze znajdzie tam smaczny posiłek wódę w miseczce i czysty żwirek w kuwecie. Poznał też co to znaczy być pieszczonym. Po kilku tygodniach, wyleczony, zaszczepiony i co prawda pozbawiony męskiej dumy, to jednak szczęśliwy Feliks sprowadził do kamienicy swoich braci i siostry. A oni swoich.

I każdy z nich już nie musiał obawiać się głodu, bólu i choroby.

 

A mieszkańcy kamienic cieszyli się z kocich mruczanek na dobranoc, radosnego ocierania się o nogi na powitanie.

Byli dumni ze swoich podopiecznych i mówili o nich zawsze: NASZE KOTY.

A nasze koty kochały ich wszystkich choć najbardziej Anię, która każdego ranka i wieczora przynosiła im jedzenie, wymieniała wodę w miskach i czyściła kuwety. Od innych trzymały się w bezpiecznej odległości choć czasem dały się pogłaskać. One i tak wiedziały, że bezpieczeństwo zapewniają im wszyscy lokatorzy. Ale jak to z kotami bywa chadzały własnymi ścieżkami.

A Ty - czy zaglądasz czasem do swojej piwnicy?

Agnieszka Cupak

Na zdjęciach koty ze schroniska Koci Azyl.


Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.