Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

koty wolno zyjące w mieścieKoty dla miasta

Czy można wyobrazić sobie miasto bez kotów? Niedawno wypowiadał się w radiu lekarz weterynarii (!), specjalista od ptaków, że koty w miejskim ekosystemie są całkowicie zbędne, a nawet szkodliwe. To bulwersująca opinia. Prawda jest inna - koty są absolutnie NIEZBĘDNE w ekosystemie miejskim i dzieci powinny uczyć się o tym w szkołach. Żadne deratyzacje nie zastąpią żywego drapieżnika, który swoją obecnością w piwnicach powoduje, że szczury nie odważają się tam rozmnażać, w trosce o życie swego potomstwa.

 

Szczur to stworzenie wybitnie inteligentne, do skosztowania wyłożonej w jedzeniu trutki deleguje jednego przedstawiciela - gdy ten padnie, żadne zwierzę ze stada nie skonsumuje już owego rarytasu. Fakt, że wolno żyjące koty są dokarmiane przez ludzi, nie powoduje u tych zwierząt zaniku myśliwskich instynktów.

 

Niestety, czasem polują również na ptaki, ale trzeba zrozumieć naturę drapieżnika i nie potępiać tego procederu. Przecież wśród ptaków są również mięsożercy, którzy zabijają pisklęta swoich pobratymców, a nawet małe ssaki. Podobno w budynkach, gdzie egzystują wolno bytujące koty nie lęgną się też prusaki. Jeśli chodzi o zwalczanie miejskich gryzoni, koty są nie do przecenienia.

Choć wcale nie jest miłe, że mordowane są inne zwierzęta, każdy przytomny człowiek z pewnością zdaje sobie sprawę, że obecność szczurów w nadmiarze nie byłaby dla mieszkańców miast korzystna ani zdrowa. Wystarczy przypomnieć czas wielkiej powodzi, jaka dotknęła południowe rejony Polski. Po opadnięciu wody, na miejsce kotów, które zginęły, trzeba było natychmiast sprowadzać "do pracy" koty z innych części kraju, aby zapobiec pladze szczurów, a co za tym idzie, epidemii. To są wymierne korzyści, ale są też te natury estetycznej - koty tak wspaniale ozdabiają nasze (przeważnie niezbyt ładne) osiedla, przyblokowe trawniki i podwórka. Jeśli czują się w tych miejscach bezpiecznie, aż przyjemnie popatrzeć, jak wylegują się w słońcu, odpoczywają na murkach czy ławkach, dostojnie gdzieś wędrują, w sobie tylko wiadomych sprawach. Czasem przechodnie zatrzymują się, uśmiechają, pokazują koty dzieciom - widać ich pozytywne nastawienie. Tylko co zrobić, aby to była norma, a nie zachowania sporadyczne?

Miasto dla kotów


Miasto złe

W dzisiejszych czasach miasto jest dla kotów miejscem nieprzyjaznym. Nastała era asfaltu i betonu zamiast trawników, zsypów lub zamkniętych kontenerów w miejsce tradycyjnych śmietników, parkingów wypierających tereny zielone, samochodów pędzących jeden za drugim. No i ludzie, ci źli, którzy koty mają za zwierzęta brudne, wredne i roznoszące najpaskudniejsze choroby. Jeszcze fałszywe i przynoszące pecha.


Obrazek z życia wzięty. Ulicą idzie rodzina w składzie matka, ojciec i dziecko. Rodzice tak około trzydziestki, córeczka z siedem lat. Nagle pojawia się kot, dziecko łapie tatę za rękę i z przerażeniem krzyczy: "Ojej, kot przebiegł nam drogę!". Ojciec uspokaja swoją pociechę: "Nie martw się, nic się nie stanie, on nie był czarny". Koniec historii. Dziecko już się dowiedziało, że tylko czarne koty są be. Dobre i to, może tym o innym kolorze futra się upiecze.


Boimy się tego, czego nie znamy. Niewiedza rodzi strach, a ten przeradza się często w agresję. Niektórzy ludzie wiedzę na temat kociej natury zaczerpnęli od sąsiadki, a ta oglądała horror w telewizji "i tam kot przegryzł gardło niemowlęciu, niech pani sobie wyobrazi!". Mroki średniowiecza to betka w porównaniu z historiami i opiniami, jakie zdarza się słyszeć o kocich możliwościach i zachowaniach. Pochodzenie i wykształcenie bajarza nie mają tu nic do rzeczy - ignorancja nie zna granic, a bzdura ma zdolność przemieszczania się z prędkością światła.


Biednym kotom zamyka się przed nosem okna piwniczne, a tych lokatorów, którzy je dokarmiają, tępi się i szykanuje na równi z ich podopiecznymi. Rzesza kotów niechcianych powiększa się o wyrzucone z domów, bo się znudziły lub nie spełniły oczekiwań. Kwitnie proceder podrzucania "kukułczych jaj" w miejscach dokarmiania. Lepsze to, mimo wszystko, niż wystawianie kota z samochodu na pasie zieleni na dwupasmówce, bo i takie przypadki się zdarzają.
Bywają też właściciele psów, na widok kota ochoczo spuszczający ze smyczy swojego pupila, żeby sobie poćwiczył bieganie.
Jednym słowem, życie kota w mieście nie jest lekkie, łatwe i przyjemne. Przeważnie.

 

Miasto dobre

Dobre miasto to dobrzy ludzie. Na każdym osiedlu, prawie w każdym budynku jest osoba opiekująca się wolno żyjącymi kotami. Czasem nawet kilka osób. Wojują z lokatorami, dozorcami, administracją, z bezdusznością, głupotą i obojętnością. Nie tylko karmią koty, ale też leczą je i sterylizują. Kocięta, jeśli już przyjdą na świat, starają się odłowić, oswajają i szukają im dobrych domów. Ich działania na ogół nie cieszą się popularnością wśród współmieszkańców.


Ale już zaczyna dziać się coś pozytywnego. Nadchodzi wiele sygnałów z różnych miast, że administracje osiedli dały zgodę na postawienie kocich domków, jeśli lokatorzy buntowali się zawzięcie przeciw obecności kotów w piwnicach. W Warszawie takich podwórek z budkami dla kotów jest całkiem sporo. Podobnie jak lecznic weterynaryjnych, w których lekarze taniej policzą za leczenie bezpańskiego kota, i właścicieli prywatnych sklepików z karmą, gdzie bez trudu można wynegocjować obniżkę ceny, kupując jedzenie dla piwniczniaków.


Karmiciele warszawskich kotów wolno żyjących od prawie dwóch lat otrzymują od gminy karmę dla swoich podopiecznych. Wystarczy zarejestrować się w Wydziale Ochrony Środowiska w Urzędzie Dzielnicowym, podając liczbę regularnie dokarmianych zwierzaków. W tym roku wymagane było również poświadczenie owej działalności przez administrację, dozorcę lub kogoś z sąsiadów, gdyż w roku ubiegłym miały ponoć miejsce nadużycia. Zarejestrowany karmiciel raz w miesiącu odbiera przyznaną mu suchą karmę oraz puszki w sklepie wytypowanym dla danej dzielnicy (niektóre dzielnice wydają ją raz na trzy miesiące, w odpowiednio większej ilości). Oczywiście nie jest to ilość załatwiająca całe dokarmianie, ale na tyle duża, że stanowi poważne wsparcie dla niezamożnych opiekunów kocich stad.


Policja i Straż Miejska mają obowiązek interwencji w sprawach dotyczących dręczenia zwierząt lub ratowania ich życia. Istnieje tu mnóstwo organizacji prozwierzęcych i prokocich fundacji, do których można zwrócić się o pomoc.


Na terenie miasta stołecznego działa, zakrojony na szeroką skalę, program kastracji i sterylizacji. We wspomnianych fundacjach oraz w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami można wypożyczyć klatkę-łapkę do odławiania kotów. Wyznaczone lecznice (jest ich kilkanaście) wykonują zabiegi nieodpłatnie, na tak zwane talony; koszty operacji pokrywa fundacja oferująca talon, lub miasto.


Celem takich akcji jest zapobieganie nadmiernemu rozmnażaniu się kotów wolno żyjących. Każde, choćby największe miasto ma ograniczoną "pojemność" - im więcej kotów, tym gorsze będą ich warunki bytowania i z tym większą zajadłością będą one zwalczane przez swych ludzkich wrogów innymi, zdecydowanie mniej humanitarnymi metodami.
Warszawa, jako jedyne, jak do tej pory, miasto w Polsce, mogła pochwalić się posiadaniem Pełnomocnika do Spraw Zwierząt. Teraz sytuacja nieco się zmieniła. Stanowisko pełnomocnika uległo likwidacji, ale za to przy Biurze Ochrony Środowiska powstał Wydział do Spraw Zwierząt. Była pełnomocnik, Dorota Będkowska (wywiad z nią można przeczytać w KOCIE nr 3/2005 ) oraz jeszcze cztery osoby (wraz z panią Dorotą, troje to lekarze weterynarii) tworzą trzon tego wydziału. Podlegać mu będzie nie tylko wszystko, co jest związane z wolno żyjącymi w mieście zwierzętami, ale również schronisko i Warszawski Ogród Zoologiczny. Wydział zamierza ściśle współpracować z fundacjami działającymi na rzecz zwierząt.


Apelowałam kiedyś na naszych łamach, aby miłośnicy i opiekunowie kotów w innych miastach postarali się, by i na ich terenie zmobilizować władze miejskie do utworzenia stanowiska pełnomocnika. Proszę mi wierzyć, to naprawdę działa! Ogromnie się przydaje taka urzędowa osoba (szczególnie jeśli ma pasję i powołanie do tego typu pracy) jako wsparcie w walce z okrucieństwem i nietolerancją.


Jeszcze raz więc zachęcam - nękajcie swoich prezydentów, żeby dali Wam kogoś do pomocy, kto z wysokości swojego urzędu będzie mógł interweniować i ułatwiać Wam starania o godne, spokojne i bezpieczne życie kotów w mieście.

Maryla Weiss


Dyptyk miejski

KOT 11 - lipiec 2006
magazyn dla miłośników kotów.

Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.