Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

Artykuły o kotach

EUTANAZJA

Lekarze weterynarii, zwłaszcza ci zajmujący się małymi zwierzętami, stają nieraz przed koniecznością wykonania eutanazji zwierzęcia.

Eutanazja to inaczej lekka, bezbolesna, łagodna śmierć.
Najczęstszymi przyczynami eutanazji są nieuleczalne schorzenia, choroby przewlekłe ze stanami bólowymi oraz urazy powypadkowe nie rokujące na wyleczenie. Również wysokie koszty leczenia mogą stanowić powód eutanazji. Zdarza się (rzadko), że eutanazja jest konieczna z powodu agresywności zwierzęcia.
Zdrowych zwierząt nie wolno poddawać eutanazji! Zdrowego, lecz bezdomnego lub niechcianego kota lekarz powinien przekazać nowemu właścicielowi (zazwyczaj odbywa się to za pośrednictwem zaprzyjaźnionych z lecznicą miłośników zwierząt lub poprzez schroniska i fundacje zajmujące się adopcją kotów).
Właściciele zwierząt oczekują od lekarza weterynarii, że decyzja o eutanazji jest podejmowana zgodnie z wiedzą lekarską, a przede wszystkim dla dobra cierpiącego zwierzęcia, którego nie można wyleczyć. Głębokie więzi emocjonalne łączące ludzi ze zwierzętami powodują, że lekarz weterynarii musi być również doradcą i psychologiem, który pomaga przejść ze zrozumieniem przez stratę ulubionego zwierzęcia.
Zabieg eutanazji polega na podaniu leków wyłączających korę mózgową, dochodzi do utraty świadomości, tak samo jak przy narkozie. Podane dożylnie powodują sen, w trakcie którego wyłączane są ośrodki życiowe. Po podaniu Lekiem używanym do eutanazji jest pentobarbital, który podany dożylnie powoduje szybką utratę przytomności i bezbolesną śmierć. Jeżeli zwierzę jest niespokojne, to przed podaniem barbituranów stosujemy premedykację (farmakologiczne uspokojenie). Przed zabiegiem wyjaśniamy dokładnie właścicielowi zwierzęcia, jaki jest sposób działania leków oraz jak będą podane. Opiekun sam podejmuje decyzję, czy będzie uczestniczył w zabiegu eutanazji. Ci, którzy są ze swoim kotem w tym momencie, znoszą znacznie lepiej rozstanie z pupilem. Warto też zaznaczyć, że gdy opiekun jest przy zwierzęciu, jest ono spokojniejsze. Zwierzę nie cierpi pod czas zabiegu, jedyne nieprzyjemne uczucie to delikatny ból przy wkłuciu igły do podania leku.
Zwłoki uśpionych zwierząt mogą zostać spopielone. Najczęściej jednak właściciel zabiera je z lecznicy, w wielu miastach istnieją cmentarze dla zwierząt, gdzie można pochować swego pupila.

lek. wet. Jarosław Balcerak
specjalista chirurgii weterynaryjnej
Lecznica Weterynaryjna "AS" Łódź

KOT 10 - pazdziernik 2008
magazyn dla miłośników kotów

Drugie życie

Temat, który chcę poruszyć, jest bardzo delikatny i kontrowersyjny. Dlatego z góry pragnę zastrzec, że nikogo nie zamierzam tu obrazić lub zranić, ani też do niczego namawiać. Przedstawię tylko swoje zdanie, i z pewnością wiele osób uzna, że nie mam racji, ale może będą też tacy, co czują podobnie.

Zakładam, że wszyscy kochamy nasze koty, dbamy o ich zdrowie i jakość życia, lecz nic nie trwa wiecznie - w końcu odchodzą, zostawiając nas pogrążonych w rozpaczy. I tu wyłania się problem - dla wielu kocich opiekunów ogromny, wręcz dramatyczny. Szczęśliwi posiadacze ogrodów bądź działek grzebią swoich przyjaciół pod jakimś pięknym krzewem lub drzewkiem. Ale co mają zrobić ci, którzy nie dysponują najmniejszym nawet ogródkiem? Można poprosić znajomych, aby pozwolili pochować kota na swej ziemi, lecz nie ma gwarancji, że się zgodzą.
Na obrzeżach kilku miast w Polsce są już prywatne cmentarze dla zwierząt. Niestety trzeba tam zapłacić za miejsce kwotę często przekraczającą możliwości finansowe kociarza. Jednak wiele osób tak bardzo pragnie odwiedzać mogiłkę swego podopiecznego, że wysupłują ostatni grosz i wykupują kwaterę na takim cmentarzu.
Trzecia możliwość, budząca najwięcej negatywnych emocji, to oddanie nieżyjącego kota do lecznicy weterynaryjnej, skąd zabierany jest do kremacji, zwanej utylizacją. Już samo słowo "utylizacja" budzi w nas wstręt i niechęć. Usługa ta jest również odpłatna, ale nie jest droga. Na takim rodzaju "pochówku" zdaje się ciążyć odium lekceważenia zwierzaka, bo jakże tak - zostawić swojego ulubieńca, aby spalono go wraz z rzeszą innych czworonogów, przypadkowych towarzyszy niedoli, jakichś ulicznych kotów, zabitych przez samochody czy koci katar. Lecz proszę spojrzeć na to z innej strony. Skoro kochamy nasze koty, darzymy przecież uczuciem również całą kocią społeczność - wszystkie te istoty niechciane, porzucone, radzące sobie jakoś dzięki ludzkiej pomocy lub przez ludzi nękane. Jestem pewna, że nasze domowe pieszczoszki nie miałyby nam wcale za złe, że po śmierci będą unosić się ku niebu w towarzystwie tych biedaków. To jest wyłącznie nasz problem, czy potrafimy się z takim faktem pogodzić.
Teraz napiszę coś osobistego. W ciągu ostatnich dwudziestu lat przyszło mi opłakiwać dziewięć ukochanych, domowych kotów oraz co najmniej kilkanaście dokarmianych przeze mnie "piwniczniaków". Nie wspomnę tu o masie znalezionych i podrzuconych kociąt, które próbowałam ratować, ale walkę przegrałam.
Kilka kotów pochowałam na działce pracowniczej moich rodziców, lecz jest ona tak maleńka, że szybko cała zamieniła się w cmentarzyk. I muszę się przyznać, że im więcej na działce przybywało grobów, tym mniej chętnie na nią jeździłam. Strasznie przygnębiała mnie świadomość, że pod jednym krzaczkiem leży Misiunio, dalej Józia, obok Koperek - gdzie nie spojrzysz, łzy się w oczach kręcą. Zresztą działki będą wkrótce likwidować i po grobach nawet ślad nie zostanie.
Potem przyszedł moment, że masowo chorowały koty podwórkowe, często musiałam skracać ich cierpienia i - siłą rzeczy - zostawiałam je w lecznicy, bo cóż mogłam zrobić innego? Gdy przyszła kolej na następnych kocich domowników, zdecydowałam, że również zostawię ich ciałka w lecznicy i nie była to decyzja łatwa.
Lecz, jak napisałam wcześniej, uświadomiłam sobie, iż moim kotom jest chyba wszystko jedno, co stanie się z nimi po śmierci. Ważne, że miały dobre życie - pełną miskę, opiekę lekarską i moją wielką miłość. Wcale nie muszę iść na ich grób (choć rozumiem taką potrzebę i jej nie neguję), żeby wspominać wspaniałe chwile, które było nam dane razem przeżyć. Oglądam albumy ze zdjęciami albo patrzę na stado ich następców buszujących po mieszkaniu. W innych kotach odnajduję pewne cechy tych, które odeszły. Mam wrażenie, że w ten sposób ofiarowuję im niejako drugie życie!

Maryla Weiss

Na podstawie niezliczonych wykopalisk można odtworzyć wstecz szereg przodków dzisiejszych kotów i wszystkich pozostałych lądowych drapieżników aż do rodziny Miacidae. Byli to mieszkańcy terenów leśnych, wielkości od łasicy do wilka. Szczyt ich rozwoju przypadł na wczesny trzeciorzęd, to jest okres przed bo-35 milionami lat. Z północnej Ameryki, poprzez istniejące wówczas połączenie lądowe (gdzie dziś znajduje się cieśnina Beringa) rozprzestrzeniły się one na terenie całej Eurazji. W ciągu milionów lat rozwinęły się z nich stopniowo wszystkie znane dziś rodziny ssaków drapieżnych.

Natomiast same Miacidae stopniowo wymarły. Pierwsze zwierzęta kotowate pojawiły się w eocenie, przed ponad 40 milionami lat. W porównaniu z innymi grupami rozwinęły się one z nadzwyczajną szybkością. Już w następnej epoce, w oligocenie, były one pod względem budowy ciała dość podobne do dzisiejszych kotów. Osobliwością w drzewie genealogicznym kotów wartą przypomnienia były tak zwane koty szablozębne. U zwierząt tych, które pojawiły się niezależnie w różnych częściach kuli ziemskiej, kły górnej szczęki były wydłużone na kształt szabli, podczas gdy żuchwa pozostawała niewielka lub w ogóle jej nie było. Najbardziej znane z tej grupy były tygrysy szablozębne, zwierzęta wielkości lwa, z rodzaju Smilodon, które żyły w plejstocenie w Ameryce. Mogły one rozwierać pysk nadzwyczaj szeroko i prawdopodobnie używały swoich potężnych kłów jako śmiercionośnej broni kłującej. Wyspecjalizowały się w polowaniu na ssaki znacznie większe od siebie. Z nie wyjaśnionych dotąd przyczyn koty szablozębne wymarły prawie całkowicie już przed 1,8 do 1 mln lat i, co zastanawiające, niemal równocześnie w Ameryce i na terenie Eurazji. Szczątki później żywiących osobników znajdowane były tylko sporadycznie. Na przykład w Kalifornii koty szablozębne żyły prawdopodobnie jeszcze przed 13 tysiącami lat.

Podczas, gdy w ciągu milionów lat koty szablozębne pojawiły się na kuli ziemskiej i wymarły, "zwyczajne" koty ulegały nadal ewolucji. Jak dowodzą dzieje, odniosły one w walce o przeżycie największy sukces: nie tylko potrafiły przetrwać do dnia dzisiejszego, ale zawojowały także wiele rozmaitych środowisk. Co prawda na dwóch kontynentach, w Australii i na Antarktydzie, koty nigdy nie należały do rodzimej fauny, zaś Amerykę Południową zasiedliły dopiero stosunkowo niedawno, bo przed około 2 milionami lat. Wiąże się to z przesunięciami kontynentów w wyniku ruchów skorupy ziemskiej. Przed milionami lat dzisiejsze kontynenty tworzyły na półkuli południowej jeden olbrzymi, wspólny ląd. Przed około 180 milionami lat, a więc na długo przedtem, zanim pojawiła się rodzina kołowatych, ląd ten rozpadł się w wyniku ruchów skorupy ziemskiej na kilka części, które jako Afryka, Bliski Wschód, Ameryka Południowa, Australia i Antarktyda zaczęły stopniowo odsuwać się od siebie. Afryka i Bliski Wschód dołączyły po jakimś czasie do kontynentu eurazjatyckiego i szybko zostały zasiedlone przez ówczesne gatunki kotowatych.

Przed 2 milionami lat połączyły się Południowa i Północna Ameryka tworząc dzisiejszy wspólny kontynent i wkrótce koty wyruszyły, aby zdobyć i tę część kuli ziemskiej. Jedynie do Australii i Antarktydy, izolowanych kontynentów, "kocie plemię" nie miało żadnego dojścia aż do momentu, gdy człowiek przywiózł tam domowego kota na swoich okrętach.

Pochodzenie kota domowego

Przodków naszych kotów domowych należy szukać wśród dzikich kotów Starego Świata o naukowej nazwie Felis silvestris. Ten gatunek małego kota jest bardzo rozpowszechniony i występuje w rozmaitych lokalnych podgatunkach. Jednym z nich jest kot płowy (Felis silvestris lybica), który dawniej zamieszkiwał całą północną Afrykę. od niego pochodziły z pewnością pierwsze koty domowe starożytnych Egipcjan. W miarę rozprzestrzeniania się kotów po całym świecie, możliwe że i inne podgatunki wniosły swój wkład do ich genowego dziedzictwa, szczególnie europejski żbik, kot o długich i ciemniejszych włosach futerka, jak i rozmaite odmiany azjatyckiego kota stepowego. Ich wpływ jednak, jeśli w ogóle istniał, był na pewno niezbyt duży. Europejskie żbiki są zwierzętami nadzwyczaj lękliwymi. Nawet odchowane od małego przez człowieka pozostają jako osobniki dorosłe całkowicie nieprzystępne. Natomiast dzikie koty podgatunku afrykańskiego są wręcz urodzonymi zwierzętami domowymi. Młode koty płowe odławiane z wolności w krótkim czasie pozbywają się lęku i szybko przyzwyczajają do życia w towarzystwie człowieka.

Rozpowszechnienie kota domowego

Podczas gdy w Egipcie rozwijał się religijny kult kota, który podniósł to zwierzę niemal do rangi bóstwa, wieść o przydatności udomowionego kota do zwalczania gryzoni rozeszła się szybko poza granice Egiptu. Głównie Fenicjanie prowadzący handel zamorski przyczynili się dzięki swoim morskim podróżom do rozprzestrzenienia kotów w rejonie całego Morza Śródziemnego. Wszędzie przecież dokuczała ludziom żarłoczność gryzoni, które niszczyły zapasy zboża i innej żywności. najpóźniej, bo około 500 lat przed Chr., pierwsze koty pojawiły się na lądzie stałym w Grecji, zaś Grecy przenieśli je wkrótce dalej do południowych Włoch.
Z kolei Rzymianom zawdzięczamy w X wieku dalsze rozszerzenie występowania kotów poza Alpy, na tereny Europy zachodniej, a później także i środkowej. Rozpowszechnienie kotów na tych obszarach związane było z pojawieniem się w XII wieku plagi wędrownych szczurów.
Równocześnie kot domowy pożeglował na statkach handlowych na Wschód. Około 200 r.przed Chr. osiągnął Indie, a stamtąd w VI wieku dotarł na Daleki Wschód i do Chin, gdzie jako łowca myszy zastąpił łasicę. Po odkryciu obu Ameryk i Australii przez europejskich żeglarzy wraz z pierwszym i kolonizatorami na kontynentach tych znalazły się i koty.

koty kotkiJak działa instynkt?

Wpajanie
W dniu, w którym usiadłem przed komputerem, by napisać kolejny tekst o zachowaniach instynktownych, moja Tara zaczęła niespodziewanie rodzić. Cztery dni przed terminem! Po wyjątkowo długim porodzie została matką dwóch wspaniałych chłopaków. Wspominam o tym nie tylko po to, by się pochwalić, ale również dlatego, że temat tego odcinka cyklu wiąże się ze wczesnym dzieciństwem naszych czworonożnych podopiecznych. Pamiętamy, że wrodzone zachowanie może się zmienić pod wpływem życiowej wiedzy. Czasami stanowi ono jakby szkielet wypełniany przez zdobyte doświadczenie.

Wypchany tchórz
Pewien austriacki naukowiec dokonał swego czasu wielce ciekawego odkrycia. Konrad Lorenz, badając zachowanie ptaków, doszedł do wniosku, że pisklęta zagniazdowników, takich jak kury, gęsi czy kaczki, nie mają wrodzonej wiedzy na temat tego, jak powinna wyglądać ich matka. Skłonne są za nią uznać pierwszą żywą istotę, którą zobaczą tuż po wykluciu się z jajka. W tym przypadku instynkt podpowiada im jedynie to, że mają za nią podążać. Dlatego kwoka z taką łatwością może zostać zastępczą matką dla wysiedzianych przez siebie kaczątek (może tylko przeżyć chwile trwogi, gdy jej przybrane dzieci zapragną wykąpać się w najbliższym bajorku). Zresztą samice ptaków też nie mają zielonego pojęcia o tym, jak powinny wyglądać ich dzieci. Instynkt nakazuje im po prostu opiekować się wyklutymi w ich gnieździe pisklętami.

koty i kotkiKot współpracujący

Większość badaczy kocich zwyczajów twierdzi, że koty nie są zdolne do współpracy z innymi kotami, a tym bardziej z człowiekiem czy psem.

Na pozór wydaje się to prawdą, bo kot to wszak samotny łowca. W warunkach naturalnych kot, tak jak żbik, miałby swoje terytorium łowieckie, na którym inny kot stanowiłby tylko dla niego konkurencję w zdobywaniu pokarmu. Poza tym inny kot tej samej płci mógłby zagrozić linii genetycznej gospodarza, a także być konkurentem pokarmowym dla jego potomstwa. Tak mogłoby być, gdyby nasz kot żył na swobodzie. Mogłoby, ale nie musiało. Część dzikich kotowatych żyje w stałych grupach, tak jak lwy, a wszystkie inne spędzają "dzieciństwo" z rodzeństwem i matką. W jednym i drugim przypadku obserwujemy współpracę poszczególnych osobników w bardzo różnych dziedzinach. Lwy-samce wspólnie bronią terytorium, haremu lwic i potomstwa. Lwice współpracują podczas polowania i przy opiece nad młodymi. Młode samce geparda - bracia, już odtrąceni przez matkę, jeszcze długo polują wspólnie.

kociakiDo czego kotu potrzebna jest płeć?

Tytuł tego artykułu powinien właściwie brzmieć: "Do czego kotu potrzebne są narządy płciowe?" Ale to chyba wszyscy wiemy... Dlaczego jednak istnieją płcie? I to tylko dwie? Do rozmnażania wystarczy jedna. Istnieje przecież dzieworództwo, czyli wydawanie potomstwa bez udziału samca. Rozwielitki tak robią. Ale i one, przynajmniej raz w roku łączą się z samcami i składają zapłodnione jajeczka.

Krok w ewolucji

Biologicznym celem istnienia wszystkich żywych organizmów jest przekazania własnych genów kolejnym pokoleniom, czyli krótko mówiąc - rozmnażanie. Większość żywych organizmów zamieszkujących naszą planetę wytwarza w tym celu w specjalnych narządach, zwanych gruczołami płciowymi, komórki rozrodcze. Łączą się one w procesie zwanym zapłodnieniem, dając początek nowemu życiu.

Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.