Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

Artykuły o kotach

koty kotki

Gdzie jest Filemon

Jest taka lecznica, do której lubię chodzić, gdyż mieszka w niej kot Filemon. Minęły już cztery lata od czasu, kiedy został tu przyniesiony jako umierający na koci katar maluch. Chorobę udało się wyleczyć, lecz kotek stracił oczy - jedno całkiem, drugie niby nie, ale obrosło błoną i kot jest niewidomy. Nic mu to jednak nie przeszkadza, lecznicę zna jak własną kieszeń - nauczył się, gdzie co stoi i bez problemu wskakuje na meble, sypia w umywalce i wita pacjentów w poczekalni.
Wszyscy go uwielbiają, przynoszą mu smakołyki i cieszą się, że to takie miłe, takie przyjazne zwierzętom miejsce - proszę popatrzeć, mieszka tu ślepy, uratowany kot i dobrze mu się w życiu wiedzie.
Filemon akceptuje bez wyjątku psich i kocich gości, bo przecież świetnie wie, że oni są tu na chwilę, a on pozostaje niepodzielnym władcą tego terytorium. Czasem trzeba go zamykać w "socjale" - gdy kot podczas zabiegu za głośno wrzaśnie o ratunek, to Filek, niczym karetka pogotowia, na ten ratunek mu spieszy. Natomiast jedna bardzo bojaźliwa kotka spokojnie znosi wszelkie przy niej czynności wyłącznie w obecności Filemona. Jej opiekunka już w drzwiach lecznicy pyta: Gdzie jest Filemon?
x
Jest taka lecznica, do której nie lubię już chodzić. Mieszkał w niej kot Filemon, lecz dostał eksmisję. Po czterech latach wiernej służby w charakterze sanitariusza został przeniesiony w miejsce przypadkowe, niesprawdzone, obce. Byle jak, byle szybko.
Bo lecznica teraz ma być wzorcowa. Donice z kwiatami (Filek niszczył kwiaty), plastikowe stojaki z karmami leczniczymi (mógłby po nich skakać). Poza wszystkim Filek nie jest zbyt urodziwy psułby nowy, wspaniały wizerunek tego przybytku.
I przecież tak łatwo można sobie wytłumaczyć - on teraz nareszcie ma prawdziwy dom. Tylko czy ktoś go spytał o zdanie?
No trudno. Nie pora na sentymenty, kiedy biznes wzywa. Takie czasy.
Maryla Weiss


KOT 1 - styczeń 2008
magazyn dla miłośników kotów.

kocięta

Kocia telewizja

W Stanach Zjednoczonych już od czterech lat działa Meow TV - koci kanał telewizyjny. Czy stacja o takim profilu ma szansę przetrwać na rynku? Okazuje się, że tak!
Meow TV po raz pierwszy nadała program 30 maja 2003 roku. Jak mówią jej twórcy, jest to stacja "dla kotów oraz ludzi, których koty tolerują". Przeprowadzone przed jej uruchomieniem badania dowiodły, że co najmniej jedna trzecia kotów lubi oglądać programy telewizyjne. Docelową widownią Meow TV jest w założeniu ok. 19 milionów spośród 35 milionów kotów żyjących w amerykańskich domach.
Ramówka stacji jest tak skonstruowana, aby programy były jak najbardziej atrakcyjne... z kociego punktu widzenia. Na przykład program "Squirrel Alert" to coś w rodzaju teledysku, na którym wiewiórki w takt muzyki biegają po drzewach. "Cat Critics" z kolei pokazuje koty domowe oglądające filmy o ich dzikich kuzynach - lwach czy gepardach. Są też programy "z udziałem" rybek.
W Meow TV pojawiają się również propozycje skierowane do właścicieli zwierząt. Niekwestionowaną gwiazdą jest kot Garfield. Swoje pięć minut mają także m.in. kot Felix (inny bohater filmów rysunkowych) oraz Salem - gadający kot znany z serialu "Sabrina - nastoletnia czarownica". Opiekunowie Mruczków mogą też przesyłać do studia krótkie, zabawne filmy z życia swoich pupili.
Bloki reklamowe, a także program "The House Cat Shopping Network" (rodzaj "kocich telezakupów") są zdominowane przez reklamy produktów dla kotów, mniej lub bardziej przydatnych.
Dla Amerykanów Meow TV nie jest żadnym dziwactwem. Już pierwszego dnia działalności stacji wielu właścicieli kotów zapowiedziało, że zamierza oglądać ten kanał razem ze swoimi zwierzakami. Przy tak dużej liczbie kotów w amerykańskich domach, pomysł założenia kociej telewizji jest jak najbardziej racjonalny. Programy w Meow TV zostały przygotowane z pomocą kotów, które oglądały i oceniały, czy warto poświęcić im odrobinę uwagi.
Meow TV może być elementem uatrakcyjniającym życie "nowoczesnego, amerykańskiego kota". Miejmy tylko nadzieję, że Amerykanie nie stwierdzą, iż pełna miska, spanie i telewizja to wszystko, czego kotu do szczęścia potrzeba. Może niektórym właścicielom to wystarcza. Koty są jednak bardziej wymagające.

A.Z.


KOT 1 - styczeń 2008
magazyn dla miłośników kotów.

koty i kotki

Nie taki czarny kot straszny...

Odkąd pamiętam, w moim życiu był zawsze jakiś czarny kot. Nawet wymarzony pierwszy rodowodowy pers okazał się czarną koteczką Klaudią o pięknie brzmiącym przydomku hodowlanym "Czarna Perła". Wszelkie przesądy związane z czarnymi kotami mogłam więc dokładnie sprawdzić na swojej skromnej osobie.

Jeśli czarny kot przebiegnie ci drogę, nie należy dalej nią iść, gdyż może spotkać nas nieszczęście. Należy poczekać, aż ktoś inny przekroczy tę "pechową linię".
Pod tą teorią podpisuję się obiema rękami. Tyle tylko, że z przyczyn bardziej pragmatycznych niż wiara w pecha. Jako że w naszym domu mieszka obecnie aż pięć czarnych łobuzów (reszta tylko dla niepoznaki zakłada rano futra innego koloru) bardzo często zdarza mi się przekraczać tę zakazaną pechową linię. Skutki zwykle są opłakane. Rozpędzona czarna Karusia, która biega "jak gepard tylko szybciej", nieraz przecięła mi drogę z kuchni do pokoju, najczęściej akurat wtedy, gdy niosłam świeżo zaparzone kawę i herbatę. Oczywiście zawartość obu kubków lądowała na podłodze. Znalazłam jednak sposób, by odwracać złe moce. Wystarczy zawołać głośno: "Ziemowit! Zabierz te potfory!" i już ten niby pechowy szlak między kuchnią a pokojem zostaje przetarty.

koty kotki

Zawierajmy przyjaźnie

Trochę się obawiam, że poniższym tekstem mogę urazić czyjeś uczucia i zostanę uznana za osobę niedelikatną, ale trudno. Piszę dla dobra kotów i czuję się w związku z tym usprawiedliwiona.
Często zdarza mi się słyszeć z ust ludzi kotom (i w ogóle zwierzętom) przyjaznych, że osoby starsze nie powinny przygarniać zwierzaka, bo przecież może się zdarzyć, że go wkrótce osierocą. Owszem, tak się może stać, ale czy tylko ludzie w podeszłym wieku chorują i odchodzą z tego świata, zostawiając swoje psy i koty? Nieszczęście spada znienacka i może przytrafić się absolutnie każdemu.
Moim zdaniem problem leży gdzie indziej. Jeśli osoba w zaawansowanym wieku uratuje kociaka i chce się nim opiekować przez resztę swojego życia, wystarczy zakrzątnąć się w sprawie zapewnienia mu drugiego domu na wypadek jakiejś tragedii. Nawet jeśli opiekun kota posiada bliską rodzinę i zapisze jej w spadku mieszkanie wraz z czworonożnym lokatorem, nierzadko nie jest ona gwarantem godnego i bezpiecznego życia dla potencjalnej kociej sierotki.
Dlatego dla dobra ukochanego zwierzaka warto rozejrzeć się po znajomych, przyjaciołach czy sąsiadach i poprosić kogoś sensownego oraz godnego zaufania o opiekę nad nim w razie naszej choroby, lub znalezienie mu odpowiedniego domu na wypadek gorszego nieszczęścia. Wiek człowieka nie ma tu nic do rzeczy. Ważne jest, by kocie życie mogło toczyć się dalej, w cieple, sytości i miłości.
Sama mam zbyt wiele zwierząt, aby nieliczni członkowie mojej rodziny mogli poradzić sobie z problemem. Na szczęście nie narzekam na brak przyjaciół - i moich, i kocich. Kiedy zdarzy mi się zachorować, zawsze znajdują się chętni do pomocy w zakupach i obsłudze stada. Jeśli ktoś z zakoconych znajomych potrzebuje mojego wsparcia, ochoczo go udzielam. Nadzwyczaj sobie cenię ten barter.
Warto, mówię to z ręką na sercu, otaczać się ludźmi o podobnych pasjach i wrażliwości. W ogóle warto dobrze żyć z ludźmi. Kontakty z osobami życzliwymi i empatycznymi dodają skrzydeł, utwierdzają w przekonaniu, że świat nie jest taki zły, jak nam się w trudnych chwilach wydaje. Zawierajmy więc przyjaźnie - dla obopólnej wygody i przyjemności oraz dla pożytku naszych kotów.


KOT 11 - listopad 2007
magazyn dla miłośników kotów.

Był taki kot...opieka nad kotem

Widujemy go od lat, ma swoje imię, swoje nawyki i swoją pozycję w stadzie. Znamy go od kociego młodzika, obserwujemy, jak rośnie, jak wspina się po stopniach hierarchii dokarmianej przez nas gromadki. Przyglądamy się, jak radzi sobie jako szef podwórka, jak opiekuje się całą resztą kociej rodziny. Aż wreszcie nadchodzi dzień, gdy przekazuje "władzę" w łapy innego, młodszego kocura, a sam odsuwa się na bok. Później znika, pozostawiając wspomnienia.

Takie opowieści nie muszą mieć smutnego zakończenia, przecież nie bez powodu mówimy, że koty zawsze spadają na cztery łapy.
Pilotce, choć w wypadku stracił część ogona, a w wyniku uszkodzenia miednicy "zarzuca" tyłem, udało się spaść wszystkimi czterema łapami w dwie pary kochających rąk. Jak do tego doszło? Otóż wiekowy Pilotka - bo osiągnięcie jedenastego roku życia przez kota mieszkającego wyłącznie na dworze to nie lada wyczyn - po przejściu na zasłużoną emeryturę większość dnia spędzał na drzemkach. Na swoje legowisko wybrał miejsce, w którym mieszkańcy owej posesji parkowali samochody. Śpiący w tak newralgicznym punkcie podwórka kot sprawiał wiele kłopotów, kierowcy musieli wysiadać z auta i przesuwać Pilotkę w bezpieczne miejsce, a nie każdy taką cierpliwość miał. Pilotka posiadał jeszcze kilka ukrytych zalet: był mianowicie prawie całkiem głuchy i niedowidzący. Sprawiał wrażenie, iż niczego i nikogo (nawet psów) się nie boi. Dodajmy, że nie dbał już o higienę tak jak za dawnych lat. Kiedy wszystkie legowiska pozajmowane były przez "warczące maszyny" Pilotka zadowalał się drzemkami pod autami i jego futerko często zdobił smar i olej samochodowy. Nie egzystował tak zupełnie samodzielnie, miał bowiem karmicielkę - panią Halinę, która dbała o niego i resztę kotów na podwórku. Pilotka był regularnie odrobaczany, odpchlony i karmiony dwa-trzy razy dziennie. Miał wszystko prócz własnego domu.
Rok temu, zasiadłszy wieczorem do komputera, przeczytałam rozpaczliwą prośbę o pomoc dla kota, który umiera. Przeczytałam raz, drugi i włosy stanęły mi dęba - chodziło o Pilotkę! Kocurek bez ogonka, zataczający tyłem z paprzącą się raną na piersi, i dokładny adres. To musiał być on. Zdziwienie było tym większe, iż tego dnia widziałam się z opiekunką staruszka i nie było mowy o tym, że z Pilotką dzieje się coś złego. Nasze koleżanki zainterweniowały błyskawicznie i kot znalazł się w gabinecie weterynaryjnym mojej siostry, który jest oddzielony od "rezydencji" Pilotkowej tylko grubym murem, dlatego wszystkie koty z owego podwórka znane są nam praktycznie z imienia i nazwiska, znamy ich historie, koligacje itp. Badania krwi potwierdziły, że Pilotce nie dolega nic... oprócz starości. Kiedy zaczęliśmy szykować staruszka do powrotu na stare śmiecie, pojawiło się światełko w tunelu. Historia kocurka poruszyła wiele osób i zaczęto szukać Pilotce domu, w którym mógłby spędzić resztę swojej kociej emerytury. Misja z małą szansą powodzenia - środek lata, kot ponad dziesięcioletni, głuchy, ślepawy, z jednym zębem, ze zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa (uraz po wypadku), z resztką ogona. Jak miał konkurować z maleńkimi, puchatymi, ślicznymi kociakami? Jarek i Magda, wolontariusze z Azylu "Cichy Kąt" w Tarnowskich Górach, zaproponowali Pilotce miejsce właśnie tam. Zastanawialiśmy się, jak kot zniesie przeprowadzkę i czy sobie poradzi - w końcu azyl to nie podwórko. Ale okazało się, że Pilotka wcale nie musi tam jechać.
Nagle, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, dla tego starego kota zaświeciło słońce. Pilotka znalazł swoje miejsce na ziemi i ludzi, którzy go pokochali. Nowi właściciele najpierw odwiedzali Pilotkę w lecznicy, oswajając go ze swoim zapachem. Pilotka bardzo się denerwował, kiedy dotykał go ktoś obcy, musiał poznać ręce, które zagłębiają się w jego futerku. A kiedy przyjaźń została zawarta, staruszek przeniósł się z podwórka na salony.
To jeszcze nie koniec opowieści. Pilotka stwierdził, że nowy dom może należeć tylko do niego. Reszty kotów w ogóle nie toleruje, czym wprawił w osłupienie nie tylko nas. Problem ten został rozwiązany tak, że większą część dnia emeryt przesypia w pracowni swojej nowej Pani. Poprawił się Pilotce słuch. Oczywiście wybiórczo. Słyszy, co chce. Bezbłędnie rozróżnia dzwonki do drzwi, np. kiedy dzwoni jego ulubiona sąsiadka, natychmiast zjawia się, przerywając słodką drzemkę i czeka na pieszczoty oraz przyniesione specjalnie dla niego przysmaki. Pan Pilotek to teraz zadbany emeryt. Ma wszystko, o czym marzą koty mieszkające na podwórkach: własny kąt, kochających ludzi i najwspanialszą opiekę pod słońcem. Niedawno do domu Pilotka trafił nowy kot potrzebujący pomocy, piękny kawaler w czarnym fraku z białymi skarpetkami i znaczeniami na pyszczku, ma na imię Arsen.  Arsen to kolejny podwórzowiec, który przeszedł na emeryturę, choć przy jedenastu latach Pilotki siedmioletni Arsen wydaje się młodzikiem. Urodzony przez podwórkową kotkę, od zawsze mieszkający na zewnątrz, wesoły, towarzyski kocur. Pewnego dnia zniknął, nie pojawiając się w porach karmienia. Kiedy wrócił, jego stan był tragiczny. Dzisiaj dochodzi do siebie w nowym domu.
Z obecności nowego lokatora niezadowolony jest tylko Pilotka, ale cóż... nie można mieć wszystkiego.
Nie należy do rzadkości sytuacja, kiedy stary kot podejmuje próbę - często rozpaczliwą - zapewnienia sobie emerytury i opieki. Prawdopodobnie wyczuwa swoją słabość Sowa kiedyś mieszkała w parku, nad stawem. Wiodła całkiem znośne życie - dokarmiana przez właściciela baru i przez wędkujących. Jednak z czasem na skutek wilgoci znad stawu dostała reumatyzmu. Którejś mroźnej zimy dopadła Ziemowita w parku. Gdy siedział na ławce i robił zdjęcia, znienacka wskoczyła mu na kolana. Wymruczała i wyłapkowała sobie "cztery kąty". Czasem śmiejemy się, że gdyby wiedziała, do jak zakoconego domu trafi, wybrałaby inne kolana. Sowa jest kotem bezproblemowym, to zwierzak, którego właściwie w domu nie ma. Przychodzi na swoją porcję głaskania, nie wybrzydza przy misce, jest stateczną i rozumną starszą panią. Ma oczywiście swoje sympatie i antypatie - nie lubi naszej Cykorii, ale za łobuza Sójka dałaby się pokroić. Kiedy przychodzą do nas znajomi, Sowa obowiązkowo dotrzymuje wszystkim towarzystwa aż do końca wizyty. Jest szczęśliwa i zadowolona z życia. Właściwie tylko w chłodne jesienno-zimowe wieczory, gdy chód Sówki staje się sztywniejszy, można poznać, iż nie jest to kot, który całe swoje życie spędził w domowych pieleszach.

Historia Pilotka, Arsena i naszej Sowy sprawia, że gdy ktoś zaczyna opowiadanie o starym podwórkowym kocie od słów: Był taki kot ... ,zawsze staram się wierzyć, że ten kot jest, żyje, że "załatwił" sobie jakimś sprytnym sposobem swój dom i przewraca się właśnie z boku na bok w ciepłym łóżeczku, mrucząc słodko. Właśnie tak powinna wyglądać zasłużona kocia emerytura.

Tekst i foto: zosia&ziemowit



KOT 9 - wrzesień 2007
magazyn dla miłośników kotów.

koty i kotki

Partia kotów

Na polskiej scenie politycznej mamy mnóstwo partii, z których każda chce dobrze, tylko ciągle jakoś im nie wychodzi. Zaczęłam zastanawiać się, co jest przyczyną tych niepowodzeń i doszłam do wniosku, że problemem jest czynnik tu ludzki - ułomny z założenia, podatny na korupcję i zmiany pogody, niestabilny i na dodatek najczęściej niezbyt urodziwy. Natychmiast też przyszło mi do głowy proste rozwiązanie: założę Partię Kotów! Koty to gatunek ze wszech miar rozumny i śliczny, który wie, jak zadbać o dobrobyt - swój i wszystkich będących po ich stronie. Ludzie dość się już narządzili i ich kredyt zaufania wyczerpał się, jeśli nie tysiące, to z pewnością setki lat temu.
Przystąpiłam więc do pisania programu w imieniu swojego kota, który akurat był bardzo zabiegany (leżąc, co prawda, ale nie łapmy się za słówka):

Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.